Po publikacji naszego artykułu dotyczącego analizy nowych przepisów w zakresie podkuwania koni wyścigowych – Zarządzenia 7/2026, podpisanego przez prezesa PKWK pana Pawła Gocłowskiego – głos w sprawie zabrał trener Adam Wyrzyk. W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu odnosi się on bezpośrednio do wprowadzonych regulacji oraz przedstawia własną ocenę zarządzenia i jego skutków. Poniżej publikujemy transkrypcję nagrania, zredagowaną jedynie pod kątem składni.
Cześć, witam Was z mojej malusieńkiej kuźniczki, właśnie przekuwam konia, bo zgubił podkowę. Chciałem odnieść się do nowego rozporządzenia pana prezesa Jockey Clubu (PKWK – przyp. autora). Tak mi się skojarzyło, że nasz prezes Jockey Clubu – podobnie jak ten słynny prezes – również mieszka na Żoliborzu. Można więc powiedzieć, że komentuję zarządzenie „prezesa z Żoliborza”.
Chcę też zaznaczyć, że nie będę nikogo wyzywał od zakutych łbów czy dzbanów brzęczących – podejdę do tematu merytorycznie. W zarządzeniu jest jasno napisane, że zabrania się zawijania podków i tak dalej.
Teraz kwestia techniczna. Jeżeli koń ma tendencję do łapania tyłem o przód i zrywania podków, musi być okuty równo z końcem piętek. Czyli ta podkowa – nawet jeśli jej nie zawijam – musi się kończyć mniej więcej centymetr, jak koniec mojego palca: centymetr, centymetr, no trzy milimetry – musi być krótsza. I tak samo tutaj: jeżeli koń zaczepia choć minimalnie, to trzeba tę podkowę schować głęboko za piętki, żeby była równo z piętkami.
I co się wtedy dzieje? Prezes z Żoliborza ze swoim pomocnikiem, panem Kasprzakiem (nie wiem, gdzie mieszka) – jeśli sprawdzicie w swojej XIX-wiecznej książce – to koń dobrze okuty, niestety, nie może być tak kuty. Powinien być podparty dosyć mocno z tyłu. Wtedy jest właściwy balans pracy kopyta – powinien być tutaj. Ja tyle nie mogę wypuścić, bo koń natychmiast mi to zerwie.
Wasze rozporządzenie zmusza, żeby przy kuciu takich koni skończyć podkowę tutaj. I zobaczcie: jak tu zrobicie koniec podkowy, środek ciężkości przesuwa się do przodu i koń jest wtedy źle zbalansowany. To bardziej naraża go na urazy, przeciążenia i tak dalej. Tłumaczę wam to specjalnie, żeby powiedzieć, że wydane zarządzenie jest w sprzeczności z dobrostanem koni. To nijak się ma do dobrostanu.
Już kiedyś mówiłem pewnemu znawcy koni: kto rozumie, o czym mówię, ten zrozumie. Powiedziałem brutalnie – i do tych wszystkich pieniaczy powtórzę – że debil nigdy nie zrozumie, w czym rzecz. I pewnie nie zrozumie.
Ja wam wyjaśniłem, jak to działa. Każdy, kto zna się na koniach, na mechanice ruchu, na mechanice pracy kopyta, na podkuwaniu tych koni, wie, że każde kucie jest w jakimś sensie korekcyjne – musi być korekcyjne, bo inaczej koń nigdy nie będzie wyprostowany. Tak to wygląda i nie chcę już przedłużać.
Na koniec zadam wam jedno pytanie: Skoro teraz ukazało się zarządzenie, że nie można zawijać podków – jakby było to ratowanie całego zamieszania z komisją techniczną przy Nagrodzie Sac-à-Papier z Montenegrinem – to pytam was wszystkich, nie tylko prezesa z Żoliborza: na jakiej podstawie komisja techniczna zakwestionowała kucie konia Montenegrin i robiła tę całą szopkę oraz cyrk przed wyścigiem? Na jakiej podstawie, skoro dopiero teraz wprowadzono ten przepis? Czyli na żadnej podstawie. Na podstawie wydanej ustnej opinii czy ustnego zarządzenia dla komisji technicznej przez prezesa Jockey Clubu z Żoliborza.
I teraz: jak pan wygląda, panie Łojek? Jak pan bezprawnie – i cała komisja – zrobił zamieszanie? Rozmawiałem z panem, dlatego wymieniam pana z imienia i nazwiska. Kazał mi pan tego konia przekuwać bez żadnej podstawy prawnej. Podstawa prawna jest dopiero teraz.
To jest bubel, który zagraża zdrowiu koni i powinien zostać zaskarżony przez jakieś organizacje prozwierzęce albo inne, bo to, co w tej chwili każecie robić kowalom – nie tylko mnie, wszystkim – nijak się ma do dobrostanu koni.
I tyle. Kończę. Mam dobry humor, piękna pogoda, nie chcę się denerwować. Pozdrawiam was wszystkich i życzę miłego weekendu. Pozdrowienia macie też od konia, który jest w tej chwili nieprawidłowo okuty, a będziemy go kuć już „prawidłowo” – z ryzykiem zerwania ścięgna czy jakichś nadciągnięć – według zarządzenia prezesa Jockey Clubu z Żoliborza.




Trener Wyrzyk trafnie i bez zbytniej kurtuazji nazywa rzeczy ( i postaci…) po imieniu…
Trenr Wyrzyk mówi tu o czymś bardzo prostym: koń to nie śruba z jednej fabryki. Każdy ma inną mechanikę ruchu i inne kopyto, dlatego kucie zawsze jest w jakimś stopniu korekcyjne. Jeśli przepis próbuje wtłoczyć wszystkie konie w jeden schemat podkowy, zaczyna się kucie pod przepis, a nie pod konia. To tak, jakby wszystkim biegaczom kazać startować w identycznych płaskich człapakach, ignorując fakt, że jeden ma płaskostopie, a drugi wysokie podbicie — i to niezależnie od tego, czy biegnie po bieżni tartanowej, czy w przełajach. W sporcie kończy się to kontuzjami — i z końmi może być dokładnie tak samo. I kto wtedy poniesie za to odpowiedzialność? Pytanie retoryczne.
Wbrew pozorom ten artykuł wcale nie jest o podkowach ani o próbie spacyfikowania trenera. Ten tekst ma szerszy wymiar, traktuje o chorobie systemowej w PKWK.
Widać tu klasyczny mechanizm tzw. „małej legislacji”: przepisy powstają bez realnych konsultacji, bez dialogu ze środowiskiem, bez wsłuchania się w praktyków, którzy na co dzień ponoszą konsekwencje tych decyzji. Zamiast argumentów mamy fakty dokonane.
Sprawa podków obnaża coś głębszego: sposób działania instytucji i podejście do ludzi.
Urzędnicy bardzo często zapominają, że praca w strukturach publicznych to nie „władza”, tylko służba. Służba ludziom i środowisku, którego te decyzje dotyczą. A to zobowiązuje – do słuchania, do rozmowy i do szacunku wobec głosów praktyków i krytyków też.
Odpowiedź na pytanie postawione przez tr. Wyrzyka jest bardzo prosta.
W ubiegłorocznym zarządzeniu dotyczący podkuwania koni jest wyraźnie napisane, że podkowa ma być płaska i na całej długości przylegać do podłoża. Ponieważ niektórzy nie potrafią zrozumieć prostego zapisu, w tym roku dodano, że podkowa nie może być wygięta ani do góry, ani do dołu. Podkowa wygięta ani nie jest płaska, ani nie przylega do podłoża na całej długości.
Jeżeli KT popełniła błąd to taki, że pozwolono trenerowi Wyrzykowi na przekucie konia zamiast od razu nie dopuścić go do udziału w gonitwie.
Czy pracuje Pan w PKWK? Warto w tym kontekście uporządkować podstawowe pojęcia. „Płaski” to przymiotnik opisujący powierzchnię pozbawioną wypukłości czy nierówności — nie wynika z niego wprost zakaz określonych rozwiązań technicznych, takich jak podgięcie końcówek. Sama idea płaskich, bezpiecznych podków nie zawiera więc automatycznie takiego ograniczenia.
Prawo nie jest tworzone dla samego stanowienia norm, lecz dla realizacji określonych celów (ratio legis). W tym przypadku celem powinno być bezpieczeństwo i dobrostan koni, ale także uwzględnienie realiów wyścigów i praktyki ich funkcjonowania.
Sposób podkuwania konia wyścigowego powinien być konsultowany ze środowiskiem oraz ekspertami od podkuwania. Czy tak było w tym przypadku? Trudno oprzeć się wątpliwościom.
Prezes Paweł Gocłowski oraz Jakub Kasprzak niewątpliwie posiadają kompetencje w swoich obszarach, jednak trudno uznać ich za specjalistów w dziedzinie podkuwania koni wyścigowych. Zarządzanie wyścigami wymaga nie tylko podejścia administracyjnego, ale również głębokiego zrozumienia praktyki i specyfiki tej dyscypliny. Zbyt akademickie i urzędnicze podejście do wyścigów może prowadzić do zatracenia ich ducha.
Miejsce zootechnika jest w stadninie, a nie w biurze prezesa PKWK.
Ad vocem – odpowiedź przedstawiona powyżej wydaje się „prosta”, ale w rzeczywistości pomija kluczowe kwestie.
Biorąc pod uwagę sposób jej sformułowania, trudno nie odnieść wrażenia, że autor pozostaje co najmniej w kręgach zbliżonych do twórców zarządzenia, co tym bardziej powinno skłaniać do rzetelności, a nie uproszczeń.
Z wypowiedzi trenera Wyrzyka wynika, że nie było to pierwsze takie kucie konia. W związku z tym podstawowe pytanie brzmi: czy przez wcześniejszą część sezonu – przed Nagrodą Sac-a-Papier – było to dopuszczalne?
Jeżeli nie to:
– albo KT widziała to i świadomie przymykała oko,
– albo przez miesiące nie zauważała oczywistego naruszenia przepisów.
Obie wersje są równie niepokojące: pierwsza oznacza stronniczość i naruszenie zasad uczciwej konkurencji, druga niekompetencję, w obydwu przypadkach kompromitację.
Czy w PKWK przeprowadzono rzetelną analizę tej sytuacji? Sedno problemu nie dotyczy wyłącznie interpretacji zapisu, ale przede wszystkim jego konsekwentnego i równego stosowania.