W odpowiedzi na krytyczny wpis „Populizm, populizm…” Marka Szewczyka na blogu HipoLogika.pl Jarosław Zalewski, członek Rady Polskiego Klubu Wyścigów Konnych i pracownik toru na wrocławskich Partynicach, prostuje nieścisłości i nieprawdziwe informacje zawarte w tekście. W swoim komentarzu który publikujemy poniżej wyjaśnia fakty dotyczące inicjatywy w sprawie odwołania Prezesa PKWK oraz odnosi się zarzutów Marka Szewczyka.
Marku,
popełniłeś największy grzech dziennikarski, zlekceważyłeś fakty. Nie po raz pierwszy zresztą. Powszechnie wiadomo, że nie staram się o stanowisko Prezesa PKWK. Tak więc większość Twojego wywodu można spokojnie wyrzucić do kosza.
Czytałem Twój felieton z prawdziwym zdumieniem. Zamiast merytorycznej dyskusji o stanie polskich wyścigów konnych dostaliśmy klasyczny przykład bagatelizowania problemu i personalnego ataku na osobę, która ma odwagę powiedzieć głośno to, co większość środowiska myśli od miesięcy.
Nazywanie wniosku o odwołanie Prezesa Pawła Gocłowskiego „populizmem” to tani chwyt retoryczny, który ma zasłonić fakt, że po prostu bronisz status quo i obecnego Prezesa. A przecież Ty potrafiłeś, gdy spostrzegłeś, że funkcja Cię przerosła, zrezygnować po 31 dniach ze stołka Prezesa PZJ.
1. O „promocji, której ustawa nie wymaga”
Piszesz, że promocja wyścigów jest dopiero punktem 18 w wyliczance zadań PKWK i dlatego nie można jej traktować priorytetowo. To intelektualna manipulacja.
Art. 5 ust. 1 pkt 3 ustawy o wyścigach konnych jasno stanowi, że do zadań Klubu należy „działanie na rzecz rozwoju wyścigów konnych”. Promocja nie jest „dodatkiem” – jest integralną częścią rozwoju. Gdybyś przeczytał ustawę do końca, zauważyłbyś, że celem całego systemu jest umacnianie hodowli poprzez wyścigi. A bez promocji i rozwoju nie ma ani nowych właścicieli, ani nowych koni, ani pieniędzy.
Twoje wywody o tym, że PKWK ma tylko 10 etatów i nie ma działu promocji, są po prostu przyznaniem się do porażki obecnego kierownictwa. To nie jest usprawiedliwienie – to dowód, że Prezes Gocłowski przez dwa lata nie zbudował nawet podstawowej struktury, która mogłaby realizować ustawowy obowiązek rozwoju.
2. O liczbach, które „nie kłamią” (bo wybrałeś tylko te wygodne)
Gratuluję selektywnego czytania statystyk. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak:
- premie właścicielskie od lat są na tym samym poziomie
- premie hodowlane po wzroście w latach 2023-2024 do 20 i 25%, spadły w 2025 do 15%
- spada liczba koni w treningu,
- dramatycznie spada liczba folblutów w hodowli (głównej rasy wyścigowej),
- polski turf jest praktycznie niewidoczny w mediach masowych i wśród potencjalnych sponsorów,
- brak jakiejkolwiek spójnej strategii promocyjnej, słynne jest stwierdzenie Prezesa Gocłowskiego, że „polskie wyścigi nie potrzebują wizji”.
To nie są „plotki”. To są fakty, które zna całe środowisko. Ty ich po prostu nie chcesz zauważyć.
3. O „populizmie”
Najzabawniejsze jest to, że Ty – autor felietonu oskarżającego mnie o populizm – sam używasz klasycznej populistycznej taktyki: „znam się z Tobą od lat, więc jak możesz…”. Stara znajomość nie zwalnia z krytyki. Wręcz przeciwnie – zobowiązuje do szczerości.
Nie składam wniosku o odwołanie Prezesa Gocłowskiego dlatego, że „coś mi się nie podoba”. Składam go, bo przez dwa lata nie nastąpiła żadna istotna poprawa w kluczowych obszarach, a negatywne trendy (spadek pogłowia folblutów i koni w treningu) się pogłębiają.
Rada PKWK wydała negatywną opinię o kandydaturze Pawła Gocłowskiego jeszcze przed jego powołaniem. Minister i tak go powołał. Czas, żeby Rada wykonała swoją ustawową rolę i oceniła efekty jego pracy.
4. O obrotach w zakładach wzajemnych
Uważamy, że wpływy z gry powinny być podstawowym źródłem finansowania wyścigów. Ustawa hazardowa zabrania jednostkom budżetowym gmin – a taką właśnie jesteśmy – organizowania zakładów i ponoszenia kosztów z tym związanych. My nie możemy mieć licencji na grę. Od tego jest TRAF. Zadaniem organizatora jest dostarczenie publiczności.
Mimo tego na Partynicach zrobiliśmy bardzo dużo w tym zakresie. Wprowadziliśmy bezpłatny program drukowany i interaktywny program online, testowaliśmy elektronicznego doradcę gracza, sukcesywnie rozbudowujemy infrastrukturę kasową i efektywnie współpracujemy z TRAF-em na wielu płaszczyznach.
Co najważniejsze – dostarczamy do kas TRAF-u niemal 100-tysięczną publiczność rocznie. Wszystko to przekłada się na niespotykany wcześniej wzrost obrotów. Coraz częściej obroty na Partynicach dorównują tym osiąganym na Służewcu.
Podsumowanie
Marku, populizmem nie jest mówienie prawdy o regresie branży. Populizmem jest udawanie, że „wszystko gra”, podczas gdy polska hodowla pełnej krwi angielskiej kurczy się w oczach, a polski turf pozostaje prowincjonalnym klubem dla wąskiego grona wtajemniczonych. Czas na zmianę – na normalny, profesjonalny management, który będzie umiał współpracować z Totalizatorem Sportowym i realnie rozwijać wyścigi.
Dodatkowo odniosę się do Twojego zarzutu, że „z Sawką siedzimy na Partynicach jak pączki w maśle”. To nie tylko tani chwyt. To po prostu kłamstwo, które obraża pracę, jaką my (i nasz zespół) wykonujemy na tym torze od 13 lat.
Fakty, a nie bajki:
Do 2013 roku – dokładnie wtedy, kiedy z Jerzym Sawką zaczęliśmy realnie pracować na Partynicach – tor był uśpiony. Wyścigi folblutów praktycznie nie istniały, ścigało się trochę arabów i resztki półkrewków, infrastruktura była w opłakanym stanie, a publiczność dawno odeszła.
Od tego momentu:
- Ponad 20 milionów złotych zainwestowano w infrastrukturę (same tylko ostatnie duże inwestycje: Park Linearny 7,1 mln zł, dwie nowe stajnie wyścigowe + karuzele 2,9 mln zł, remonty, modernizacja przeszkód, bezpieczeństwo koni i ludzi).
- Z toru zrobiliśmy nie tylko hipodrom, ale prawdziwe miejsce do życia dla wrocławian – ścieżki rekreacyjne, park, szkółka jazdy, imprezy, koncerty, eventy biznesowe.
- Frekwencja na wyścigach poszła w kosmos:
– 2011 rok (przed reaktywacją) – 18 tys. widzów na cały sezon.
– 2022 – tylko w jednym dniu Otwarcia Sezonu – 21 tys. osób.
– 2025 – rekordowy sezon: 95 400 widzów. - Prawie 900 000 osób w 2025 roku odwiedziło nas poza dniami wyścigowymi
To nie jest „siedzenie w maśle”. To jest ciężka, codzienna robota – budowanie marki od zera, walka o każdego widza, każdego sponsora, każdą złotówkę z miasta i z UE. Dlatego właśnie mam moralne prawo krytykować to, co dzieje się w PKWK. Bo na Partynicach pokazujemy, że da się – nawet w Polsce, nawet przy ograniczonych środkach – robić wyścigi, które przyciągają tłumy, rozwijają się i mają przyszłość.
A Ty, Marek, zamiast uznać ten sukces i wyciągnąć wnioski dla całej branży, wolisz rzucić tekstem „pączki w maśle”. To nie jest dziennikarstwo.
Powiedzmy to sobie jasno: Partynice od 2013 roku się rozwijały. Polski turf pod rządami obecnego Prezesa PKWK się kurczy. I to jest dokładnie ten kontrast, którego Ty tak bardzo nie chcesz zauważyć.
Jarek Zalewski




Panie Jarku, tak rzadko bywam na Partynicach lecz to co Pan pisze mogę potwierdzić w całej rozciągłości – Partynice kwitną i to wielokierunkowo. To atrakcyjne i żywe miejsce dla wszelkiej maści koniarzy i nie tylko. Często czytam blog prowadzony przez Pana Marka i bywa, że zgadzam się z jego zdaniem a tu muszę przyznać, że droga jaką nadano temu miejscy sprawdza się a obecność odwiedzających to miejsce tylko to potwierdza! Tak trzymać – możecie być świetnym przykładem do naśladowania dla innych ośrodków zlokalizowanych blik aglomeracji miejskich, gdzie odpoczynek łączy się z też z obcowanie z końmi. Zbigniew Talarczyk
Proszę nie pisać głupot, że za obecnego Prezesa PKWK hodowla folbluta się zwija, ona się zwija od dwóch dekad! I to nie jest wina PKWK tylko braku programu, który mógłby powstrzymać ten trend. Ogólnie hodowla koni w Polsce jest marginizowana przez rządzących. Co może Prezes PKWK, nic albo JESZCZE MNIEJ NIŻ nic. Takich wytykających zawsze jest więcej niż tych wytykanych, tak jak tych co widzą co nie działa jak tych co wiedzą jak zrobić aby adziałało. Siedź w tym Wrocławiu i kręć lody z miastem.
Owszem, trener Adam Wyrzyk celnie podsumował sytuację, nazywając prezesa Gocłowskiego „prezesem, który nic nie może”. Trudno się z tym nie zgodzić, skoro funkcja zaczyna przypominać rolę czysto dekoracyjną, coś na kształt żyrandola w Pałacu Prezydenckim: wisi, świeci, ale realnego wpływu brak. Autor komentarza pominął jednak istotny fakt, pan Gocłowski kieruje również Związkiem Hodowców Folblutów. I tam również „nic nie może”? Jeśli tak, to zaczyna wyglądać na szerszy problem niż tylko jedno stanowisko. Bo ile można udawać, że wszystko jest w porządku? Stanowiska publiczne to nie dekoracje dla ludzi bez energii i ambicji, tylko miejsca, gdzie podejmuje się decyzje i bierze za nie odpowiedzialność. A sugestie o „lodach”? Lepiej naprawdę sobie darować. Rzucić oskarżenie jest łatwo, znacznie trudniej je potem udowodnić lub się z niego wytłumaczyć.