W odpowiedzi na tekst Marka Szewczyka „Jeszcze o prezesie PKWK” z bloga HipoLogika.pl, Jarosław Zalewski ponownie zabiera głos w trwającej polemice. Członek Rady Polskiego Klubu Wyścigów Konnych odnosi się do argumentów przedstawionych w najnowszym wpisie i wskazuje kolejne nieścisłości i manipulacje. Tekst Marka Szewczyka dostępny jest tutaj: „Jeszcze o prezesie PKWK”. Poniżej komentarz Jarosława Zalewskiego.
Od kogoś z wieloletnim stażem dziennikarskim oczekiwałbym większej rzetelności. A w Twoim kolejnym felietonie aż roi się od podstawowych dziennikarskich grzechów, dyskwalifikujących dla tego rzemiosła.
Twój PIERWSZY GRZECH: wkładasz mi w usta słowa, których nie powiedziałem. Nie twierdziłem nigdy, że Gocłowski jest przyczyną całego zła na wyścigach. Uważam tylko, że nie jest osobą, która potrafi wyścigi z tej sytuacji wyprowadzić. Dlaczego? Sam to przecież napisałeś: „bo nie jest typem charyzmatycznego, rzutkiego menedżera z wizją”.
Nie mogę się z Tobą zgodzić co do sposobu wyłonienia nowego kandydata. Ty proponujesz metodę, która od lat się nie sprawdza, czyli znalezienie kogoś i narzucenie go środowisku, a ja jestem za demokratycznym konkursem. Nie będziesz chyba twierdził, że w Polsce nikogo nie znajdziemy? Przecież to Ciebie, wedle tej reguły, środowisko jeździeckie desygnowało na szefa PZJ, a Ty po paru tygodniach uciekłeś.
Co do radzenia sobie z rolą urzędnika, to np. Krzysztof Kierzek, który wcześniej nic nie miał do czynienia z wyścigami, przez dwa lata dawał radę. Był przyzwoitym i pracowitym Prezesem PKWK, mimo że branża uważała go za obcego. To dzięki temu, że był z zewnątrz, widział i rozumiał więcej.
DRUGI GRZECH to lenistwo: piszesz, że nie alarmowaliśmy środowiska za czasów poprzednich Prezesów. Gdybyś zadał sobie trochę dziennikarskiego trudu, to bez problemu znalazłbyś krytyczne teksty Jerzego Sawki, w których m.in. zwracał uwagę na szczególną rolę PKWK w polskim turfie. Jego publikacje na ten temat są ogólnie dostępne. On zawsze pisał i mówił, że za polskie wyścigi pełną odpowiedzialność musi wziąć krajowy Jockey Club, czyli PKWK. Mimo że PiS go flekował, wymusił w końcu swoją obecność w Radzie PKWK. A było to potrzebne po to, żeby nie wyrzucić Wrocławia na zupełny margines polskich wyścigów.
TRZECI GRZECH to manipulacja: zarzucasz mi bezczelność, gdy napisałem, że „Coraz częściej obroty na Partynicach dorównują tym osiąganym na Służewcu”. A to jest fakt – są takie dni, gdy obrót na Partynicach przewyższa ten na Służewcu. Kilka lat temu rzecz nie do pomyślenia. A Ty ten fakt zupełnie pomijasz, a na dodatek porównujesz roczny obrót z 46 dni na Służewcu i 12 dni na Partynicach. To cyniczna manipulacja albo brak orientacji.
CZWARTY GRZECH to związane z powyższym kłamstwo, że powiedziałem Ci kiedyś: „co nas to jako organizatorów wyścigów obchodzi. Zakłady wzajemne przyjmuje Totalizator Sportowy i to jego zmartwienie, co robić, aby obroty były wyższe”. Nie mogłem tego powiedzieć, bo doskonale wiem, że zakłady organizuje TRAF, a nie Totalizator Sportowy. Ode mnie mogłeś jedynie usłyszeć, że od gry jest TRAF, a my dostarczamy publiczność. Tylko laik może tej wiedzy nie posiadać. Nie wolno nam wydać nawet złotówki na promocję lub organizowanie zakładów wzajemnych.
My jako jednostka budżetowa Gminy Wrocław nie możemy organizować gry na Partynicach. Zgodnie z art. 6 ust. 5 ustawy o grach hazardowych:
Prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych jest możliwe wyłącznie w formie spółki akcyjnej lub spółki z ograniczoną odpowiedzialnością mającej siedzibę w Polsce.
Nie może tego robić także PKWK, tak więc przypisywanie Pawłowi Gocłowskiemu zasług we wzroście obrotów z gry jest nadużyciem. Jest to oczywisty efekt pracy TRAFu, chyba że uznamy, że przyczyniły się do niego staroświeckie tablice informacyjne będące idée fixe Prezesa (patrz zdjęcie). Także tegoroczny, niespotykany dotąd wzrost puli nagród nie jest jego zasługą – to hojny gest Totalizatora Sportowego. Niezrozumienie podstawowej kwestii, że organizator robi mityng wyścigowy, a prawnie do tego umocowana instytucja organizuje grę, dobitnie świadczy o Twoim niepojmowaniu rzeczywistości prawnej. Nic nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumieć. Na jedno wychodzi.
W swoim felietonie dałeś za przykład postawę Tadeusza Porębskiego. To i ja przytoczę jego wypowiedź. Dwa lata temu był wielkim zwolennikiem Pawła Gocłowskiego. A ostatnio w komentarzach w mediach społecznościowych napisał tak: „…Pan Gocłowski jest “znakomitym znawcą wyścigów konnych”. Może to i prawda, ale co z tego? Pytanie, jakim jest prezesem PKWK? Dla mnie i wielu moich kolegów to klasyczny urzędas bez żadnej inicjatywy, nie panujący nad KT, do której powołuje dyletantów. Po nominacji co roku rosnące ego i przeświadczenie o własnej nieomylności. Milczek unikający kontaktów ze środowiskiem otoczony dworem. Ksywa “Parzykawka” pasuje do niego jak ulał. Ma się tak do poprzedników, np. Feliksa Klimczaka i Tomasza Chalimoniuka, jak – nie przymierzając – małpa kataryniarza do Toscaniniego.”
Cytuję Porębskiego bez szacunku. To wybitnie koniunkturalna postać. Nie można go nazwać dziennikarzem, bo nie spełnia podstawowych kryteriów tego zawodu. Raz obraża oponentów, potem znienacka ich chwali. Jeśli Ty, redaktor naczelny szanowanego przez nasze pokolenie „Konia Polskiego”, wynosisz go na autorytet, to znaczy, że jesteśmy w ciemnym lesie. Oto niestabilny poglądowo szef gazetki reklamowej Ursynowa ustawia standardy polskich wyścigów. To dobitny przykład nędzy środowiska wyścigowego zamkniętego na świat zewnętrzny. I Ty to promujesz.
Marku, lubiłem wraz z moją małżonką słuchać, gdy komentowałeś łyżwiarstwo figurowe. Niestety, z tamtych czasów pozostała Ci umiejętność obrony naszych, nawet gdy im nie szło. Ale tutaj sytuacja zdecydowanie jest nie do obrony.
Zaatakowałeś mnie po tym, jak zgłosiłem wniosek o odwołanie Prezesa, a to jest przecież moje uprawnienie jako członka Rady PKWK, przedstawiciela środowiska wyścigowego. Złożyłem ten wniosek, mimo że zdaję sobie sprawę, że obecną Radę powołał Minister na podstawie opinii Pawła Gocłowskiego, tak więc choćby z tego powodu powinna mu być przychylna. Odbędzie się demokratyczne, tajne głosowanie. Skąd więc ten strach?




Może Marek Szewczyk jako wybitny dziennikarz śledczy, który z pasją opisywał problemy dopingowe trenerów z Wrocławia zajmie się sprawą wpadek dopingowych trenerki koni arabskich z Holandii?? Sprawa ciągnie się od sierpnia (!), KT wydała komunikat o pozytywnych próbach, a ani KT, ani nadzorujący jej prace Prezes PKWK, nie umieją pchnąć tej sprawy do przodu. To będzie międzynarodowy skandal, bo jeśli ta sprawa nie rozwiąże się szybko to Polska straci wszystkie gonitwy pattern dla koni arabskich. Wtedy redaktor Szewczyk też będzie tak zajadle bronił Gocłowskiego?