Wywiad z Christiane "Criquette" Head-Maarek Polecany

  •   Marianna Surtel & Filip A. Bagiński
  • Dział - Wywiady
  • Wyświetlono 922 razy
  • Skomentuj

Z "Criquette" spotkaliśmy się 14 kwietnia 2015 r. na torze roboczym, zwanym La piste des Aigles. O godzinie ósmej rano pierwsza stawka dwudziestu dwóch koni opuściła stajnię. W grupie tej była również dwukrotna zwyciężczyni nagrody Arc de Triomphe - Trêve, ze swoim jeźdzcem treningowym Pascalem Galoche w siodle.

Photo: © Filip A. Bagiński Photo: © Filip A. Bagiński Christiane Head-Maarek

Ile koni ma Pani w tym roku w treningu?

Obecnie jest ich 75, za kilka tygodni dojdzie kolejnych 10. To niewiele, przez lata moja stajnia liczyła około 200 koni.

Czy trudno jest kierować tak dużą stajnią?

Przeciwnie, bardzo łatwo, pod warunkiem że ma się dobry personel, zaufanych pracowników.

W Polsce większość koni wyścigowych żywiona jest owsem z dodatkiem pasz uzupełniających, jednak na świecie panuje obecnie tendencja do karmienia pełnoporcjowymi produktami. Co Pani o tym sądzi?

Karmię moje konie czarnym owsem, dostają też duże ilości marchwi i mesz. Gotujemy jęczmień i polewamy nim owies, taki ciepły posiłek bardzo im służy. Do siana dodajemy przysmak: karczochy, sprzyjają żuciu i wydzielaniu śliny. To wszystko, co dostają, nie zgodziłabym się na nic innego. Jedzą 3 razy dziennie, ogiery 14 litrów, klacze 12 litrów. Konie przed startem dostają dodatkowo paszę.

Czy polskie wyścigi jakoś się Pani kojarzą?

Nie, choć mam jednego konia, który przyjechał z waszego kraju, nazywa się Sinbad, jednak jest hodowli francuskiej.

Jaka jest zależność pomiędzy doświadczeniem a intuicją w pracy z końmi wyścigowymi?

To trudne pytanie. Trzeba dobrze znać swoje konie, obserwować je dzień po dniu. Umiejętność patrzenia na konie jest bardzo ważna, liczy się oko trenera. Co do pracy – powinna być regularna. Tym zwierzętom służy rutyna i można powiedzieć, że w zasadzie każda jest dobra. Istotne jest by przejść wszystkie etapy po kolei, od początku do końca, nie można żadnego pominąć. Zaczynamy od wolnych kentrów, poprzez średnie obciążenia, aż do mocnej pracy. Nie można się spieszyć z szybkimi galopami po trawie. To w zasadzie wszystko: dobra opieka, właściwe żywienie. Wiedzę zdobywa się poprzez pracę w dużych stajniach wyścigowych, trzeba podpatrywać, uczyć się, zadawać pytania. Później można wybrać z tej wiedzy to, co najlepsze i działać na własny rachunek, ale zawsze na początku potrzebny jest ktoś doświadczony, kto pokaże nam co robić i w jaki sposób.

Jakim słowem określiłaby Pani swój styl pracy?

Nie wiem, proszę spytać kogoś innego. Mój styl? Pracowałam z moim ojcem i dziadkiem, moja wiedza od nich pochodzi, powtarzam to, czego mnie nauczyli. Nie jestem trenerem, który poddaje konie surowemu reżimowi, uważam że powinny odczuwać radość z porannej pracy, prawdziwy wysiłek czeka je podczas wyścigu. Koń rodzi się dobry, a moim zadaniem jest wydobyć jego klasę poprzez właściwe prowadzenie jego kariery, zapisy do odpowiednich biegów. Konie same pokazują mi, jak z nimi postępować, nie zmuszam ich do wysiłku ponad ich możliwości. Daję im bardzo dużo czasu na rozwój. Znam każdego z osobna, wiem, jak reagują. Nie spieszę się. To nie maszyny, pozwólmy im pozostać po prostu końmi. Być może słowo, o które pytałeś to ”cierpliwość ”, ono najlepiej oddaje mój styl pracy.

Jaką radę dałaby Pani młodym trenerom?

By odbyli praktykę w dużej stajni i uczyli się od najlepszych.

Z jakimi końmi wiąże Pani nadzieje na Derby i Oaks?

Za wcześnie, by o tym mówić, jest kwiecień i wiele moich koni jeszcze w tym roku nie biegało, a oba te wyścigi są w czerwcu.

Czy sądzi Pani, że koń, który nie startował jako dwulatek ma szanse w Derby?

Tak, takie przypadki się już zdarzały, niebiegane dwulatkami konie zwyciężały w tej próbie. Niektóre potrzebują więcej czasu na rozwój.

Co sądzi Pani o klaczach – czy stają się lepsze z wiekiem?

Lepszą formę osiągają jesienią, gdyż nie wchodzą wtedy w ruję. Jako hodowca jestem przeciwna podawaniu klaczom w treningu wyścigowym środków farmakologicznych, które mają za zadanie tą ruję zatrzymać. To zaburza ich gospodarkę hormonalną i bardzo źle wpływa na organizm, a trzeba pamiętać że po karierze na torze trafiają do hodowli. Nie powinno się manipulować przy ich naturalnym rytmie.

Jak długo klacze pełnej krwi mogą pozostać w treningu wyścigowym?

Bez żadnego problemu mogą biegać cztero- i pięciolatkami. Nie ma granicy, pod warunkiem, że klacz jest dobra, a tylko takie warto trzymać, gdyż program wyścigowy jest tak skonstruowany że muszą rywalizować z ogierami, co jest dużym utrudnieniem. Niewiele jest wyścigów wyłącznie dla klaczy.

Czy sądzi Pani że hodowcy europejscy mogą zainteresować się amerykańskim derbistą California Chrome, Koniem Roku 2014 w Stanach Zjednoczonych, jeśli dobrze wypadnie w swoim starcie po trawie na mitingu Royal Ascot? ( C.C. Do tej pory biegał głównie po nawierzchniach piaskowych lub syntetycznych).

Czemu nie? Ale wiesz, to amerykański koń, wróci do Stanów. Kiedyś z Europy wysyłaliśmy tam wiele klaczy do krycia, obecnie coraz mniej, ze względu na powszechne i dozwolone użycie leków u koni w treningu. Jako trener nigdy, przenigdy nie korzystam z medykamentów, by poprawić formę konia.

Nie ma zatem dla niego przyszłości w Europie, jeśli zostanie reproduktorem?

Być może, choć wątpię. Nawet gdyby zwyciężył w Ascot, to tylko jeden wyścig w jego karierze.

Nawet zwycięstwo nie przekonałoby do niego hodowców z Europy?

Po pierwsze wysłanie klaczy do Stanów jest drogie, poza tym w Europie stoją już reproduktory z podobnym pochodzeniem. Nie sądzę by krycie amerykańskimi ogierami było dobrym pomysłem z uwagi na powszechność stosowania środków farmakologicznych, zabronionych w naszej części świata. Nie wiemy, czy te konie są naprawdę dobre, czy mają wyniki na torze bo nafaszerowano je lekami.

Cztery pokolenia Pani przodków poświęciło swoje życie wyścigom. Jaką najważniejszą lekcję dali Pani ojciec i dziadek?

Nauczyli mnie patrzeć na konie.

Tak brzmi odpowiedź?

Tak, tego właśnie mnie nauczyli. Gdy byłam mała, ojciec mówił: wybierz sobie jednego konia, nie patrz na wszystkie. Obserwuj, jak się zmienia, powiedz mi kiedy zauważysz coś nowego. Tak robiłam, mówiłam tacie: o, ten urósł, nabrał ciała, rozwinął się. Najważniejszą umiejętnością trenera jest właściwie odczytać konia.

Czy pamięta Pani konia, który w znaczący sposób zmienił Pani sposób patrzenia, podejście?

Lekcje mojego ojca bardzo pomogły mi, kiedy zaczęłam pracować jako agent i kupowałam na aukcjach roczniaki na zlecenie klientów. Jedną z pierwszych była klacz o nazwie Three Troikas , którą zakupiłam w 1977 roku dla taty na aukcji w Anglii jako roczniaka. Dwa lata później, będąc trzylatką, wygrała nagrodę Łuku Triumfalnego (dosiadał jej brat Christiane, Freddy Head). Kiedy ją zobaczyłam po raz pierwszy, wiedziałam że posiada wszystkie cechy, jakie powinien mieć dobry koń wyścigowy. Była głęboka w popręgu, miała skośną łopatkę i mocny zad. Naturalnie wyścigi wygrywa się sercem, “silnik” znajduje się w środku, ale jeśli spełnione są te kryteria dotyczące eksterieru, możemy oczekiwać że koń będzie się dobrze spisywał na torze.

Jaki jest cel “turlania” koni w piasku po pracy, czemu praktykuje Pani tę metodę?

To je relaksuje, dobrze wpływa na ich psychikę. Są zwierzętami stadnymi, lubią przebywać w swoim towarzystwie, więc idą razem na padok, tarzają się. Czerpią z tego przyjemność, to dla mnie ważne. To urozmaica ich codzienną monotonną pracę.

Jakie pytania zadaje Pani jeźdźcowi po treningu?

Zazwyczaj pytam czy czuje, że koń ma dobrą akcję, resztę widzę sama przez moją lornetkę. Dziś na przykład spytałam, czy Trêve mocno szła na ręku, chociaż to wszystko mogę dojrzeć “z ziemi”.

Czy korzysta Pani z karuzeli?

W niewielkim stopniu, czasem w przypadku koni, które mają przerwę w treningu, ale nawet wtedy wolę je wypuścić na padok, gdzie mogą się paść.

Jakie są plany startowe dla Trêve na 2015 rok?

Pod koniec maja pobiegnie w Prix Corrida (G2 dla 4-letnich i starszych klaczy, 2100m), miesiąc później w Grand Prix de Saint-Cloud (G1, dla 4-letnich i starszych koni, 2400m). Mam nadzieję, że wygra. Wyścigiem przygotowawczym do nagrody Łuku Triumfalnego jest wrześniowy Prix Vermeille (G1, dla 3-letnich i starszych klaczy, 2400m) Program wyścigowy we Francji jest skonstruowany jak piramida – mogę ją zapisać do niewielu prób i dobrze, bo nie ma potrzeby, by biegała więcej. Będę ją prowadzić delikatnie i spróbujemy wygrać Łuk po raz trzeci. Niezależnie od wyniku, trafi do hodowli, to jej ostatni rok w treningu.

Co trzecia wygrana Trêve w nagrodzie Łuku Triumfalnego może zmienić w Pani życiu?

Nic. Co mogłaby zmienić? Ludzie będą dla mnie mili, będą mi gratulować, brawo, brawo... I to wszystko. Być może od niektórych dostanę konie do treningu, ale nie zabiegam o to. Wiesz, mam 67 lat, nie jestem już dzieckiem. Prowadzę stadninę Quesnay w Normandii, mam wiele innych obowiązków. Od kiedy zostałam trenerką mam bardzo dobrych właścicieli, którzy powierzają mi swoje konie, niczego więcej nie chcę.

Czy trudno dostać u Pani pracę jako jeździec treningowy?

To łatwe, każdy może przyjść. Istotna jest mała waga, ale w granicach rozsądku. Zazwyczaj po krótkiej rozmowie się orientuję, czy dany człowiek będzie się nadawał do tej pracy, później wsadzamy go na konia i wszystko staje się jasne.

Nie zauważyłem by łapała Pani czas Trêve podczas galopu.

Nigdy tego nie robię, polegam jedynie na obserwacji, tak to się u nas odbywa. Znam bardzo dobrze możliwości lidera, którego jej przydzielam – zawsze wybieram szybkiego konia, który prędko staje na chód - gdyż ona lubi mocne tempo z miejsca. Ten, który ją dziś rozprowadzał, to dobrej klasy miler. To wszystko. Nie łapiemy czasów z wielu względów: nasze konie biegają na wielu różnych torach – niektóre są na prawą rękę (Chantilly, Longchamp, Deauville), inne na lewą (St. Cloud), jedne mają prostą finiszową krótką, inne długą, a czasami idzie ona dodatkowo pod górę.

Jednym słowem, czasy gonitw na tym samym dystansie różnią się, w zależności od toru?

Tak, wszystko się różni: długość trawy, stan toru, ukształtowanie terenu. Stan toru może być miękki w czasie deszczu, lub twardy jak beton, gdy jest gorąco. Miarodajne natomiast są ćwiartki w czasie wyścigu i do nich przywiązuję wagę. Czas wyścigu liczy się kiedy koń bije rekord toru, tak jak zrobiła to Trêve (w Prix de Diane - francuskim Oaks, na torze Chantilly rozegrała dystans 2100m w 2'03”77, poprawiając rekord tego toru o 2 sekundy) wtedy piszą o tym w gazetach i to jest miłe, ale niewiele znaczy. Zresztą do tej pory wydaje się to niewiarygodne – kiedy zobaczyłam czas, pomyślałam: “to niemożliwe, źle go zmierzyli!” Później sprawdziłam sama ze stoperem i rzeczywiście, zgadzało się. Tego dnia tor był twardy jak asfalt, bardzo szybki. Ona ma taką przerzutkę, że pod koniec wyścigu dosłownie frunęła. Patrzę zwłaszcza na ostatnie 600 metrów, u nas mierzy się 3x200. Jeśli koń potrafi każde 200m pokonać w około 10-11 sekund, to znaczy, że jest bardzo dobry.

Widziałem, że korzysta Pani tylko z lornetki.

Tak, nie rozstaję się z nią. W Stanach Zjednoczonych praca trenera opiera się na mierzeniu koniom czasów. Nie patrzą na zwierzę, tylko rozliczają jego pracę w sekundach. Zmierzą czas i mówią: ten wygra, zrobił szybką robotę, ale nie przyglądają mu się, nie obserwują. Nie są tak blisko koni, jak my. Uważam, że trener musi podczas pracy stać blisko nich. Dziś rano na galop ustawiłam razem cztery klacze. Mój mąż zapytał, która moim zdaniem jest najlepsza, wskazałam mu jedną. Wygrała ten galop z łatwością. Te słabsze poszły na front, a jej jeźdźcowi poleciłam siedzieć z tyłu i czekać. Zawsze tak robimy by dać szansę tym gorszym, choć w rzeczywistości szans nie mają. Ta konkretna klacz nie ma przerzutki, ale kiedy już stanie na chód, to idzie, i idzie, i idzie. Nikt nie da rady jej złapać.

Czy przywiązuje Pani wagę do stylu, w jaki koń galopuje, jaką ma akcję?

Akcja ani styl galopowania nie znaczą dla mnie zbyt wiele. Zwracam natomiast baczną uwagę na stęp i zawsze patrzę, jak moje konie maszerują przed pracą i po. Lubię, gdy koń znacznie przekracza (ślady tylnych kopyt wyprzedzają ślady przednich) i jest to główne kryterium, które stosuję przy zakupie. Naturalnie patrzę na eksterier, ale najważniejszy jest stęp. Nigdy nie kupiłabym takiego, który brzydko chodzi, nawet gdyby miał najlepszy papier na świecie. Jak już wspominałam, najważniejsza u konia wyścigowego jest głębokość w popręgu, szeroka pierś, skośna łopatka, mocne podudzie i zad, którym koń się “odpycha”. Zresztą, gdy spojrzysz na moje konie, wszystkie są w tym samym typie: mocne fizycznie.

Jakich podków używa Pani do wyścigu i czy to ma duże znaczenie dla koni?

Kujemy konie na lekkie, aluminiowe podkowy do wyścigu, ale to raczej dla naszego (ludzi) lepszego samopoczucia. Trêve biegała w masywniejszych, cięższych podkowach, ponieważ miała problemy z kopytem - lewe przednie ma mocno zdeformowane - jest krótkie i szerokie. Kowal musiał dopasować podkowę do jej nienaturalnego kształtu. Jeśli masz ochotę pokaże Ci te podkowy.

Czy mierzy Pani konie?

Nie mierzę ich ani nie ważę. Nie badam też krwi, mój ojciec zawsze powtarzał, że zdrowy koń nie powinien oglądać weterynarza.

Spośród wielu znakomitych dżokei, Pani dla Trêve wybrała Thierry Jarnet, który jest już dość wiekowy. To odważny krok.

Tak zdecydowałam, ponieważ współpracuję z Thierry od dawna, dosiada wielu moich koni. Dobrze zna Trêve, która jest specyficzna, czasami trudna, podnosi wysoko głowę i mocno ciągnie, a on jeździ na długich wodzach, co klacz uspokaja. Zasugerowałam jej właścicielowi, Szejkowi Al-Thani, by jechał na niej Thierry. Szejk faworyzował Lanfranco Dettori, jako że ma z nim kontrakt i próbował przekonać mnie, że to lepszy dżokej. Odpowiedziałam: być może, ale nie dla Trêve. Jeśli zatem chce Pan wygrać ten wyścig, proszę pozwolić mi robić po swojemu. On tak naprawdę nie znał tego jeźdźca, znał Christophe Soumillon, Olivier'a Peslier i Lanfranco Dettori. Póki żyję, żaden z nich nie wsiądzie na Trêve. Nadużywają bata, czego nie lubię. Thierry w wyścigu idealnie wykonuje moje dyspozycje, jestem bardzo zadowolona z naszej współpracy.

Czyli wybór jazdy był przedmiotem dyskusji?

Oczywiście, nigdy nie podejmuję decyzji bez porozumienia z właścicielem.

Hodowcą czempionki Trêve jest Pani tata, Alec Head...

Tak, urodziła się w naszej stadninie Quesnay, w Normandii. Dla jej matki, Trevise, tata wybrał Motivatora, który wtedy stacjonował w Anglii. Pochodzenie konia, genealogia, są ważne, zwłaszcza pula genów przekazywana przez rodzinę żeńską, ale tata najbardziej skupia się na doborze pod kątem budowy fizycznej, właściwym reproduktorem stara się polepszyć potencjał matki. Nigdy nie wysłałby klaczy o słabych nogach pod wadliwie zbudowanego ogiera, tak samo jak nigdy nie skorzystałby z żadnego programu komputerowego przy tworzeniu planu stanówek. Całą wiedzę ma w głowie. Są specjalne programy, do których wstawia się imię klaczy oraz ogiera, klikasz... I hop! Wyskakuje dwudziestka! Ludzie myślą wtedy: super, to znakomite połączenie krwi. To błąd. Są nawet tacy, proszę sobie wyobrazić, którzy sprzedają za dziesiątki tysięcy euro bogatym właścicielom koni gotowy produkt, wytwór komputera, pod nazwą: “idealne połączenie”. To niedorzeczne. Skojarzenie najlepszej klaczy z czempionem reproduktorów nie daje gwarancji na sukces. Potomstwo takiej pary może być bezwartościowe, ponieważ klasa nie przechodzi z rodziców na dzieci. Nie wiem, czy Trêve będzie dobrą matką. To, że znakomicie biegała, o niczym nie przesądza. Uważam, że wybitne wyścigowo klacze mają większość cech męskich, często w stadzie zawodzą pokładane w nich nadzieje.

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Chantilly, 14 kwietnia 2015r. 

Interview with Christiane Head-Maarek for PolishTurf Magazine - Chantilly 14 April 2015