Kilka zdań polemicznych do wypowiedzi Macieja Kacprzyka, czyli jakie araby i po co? Część II. Polecany

11 czerwca br., na łamach portalu polskiearaby.com ukazał się wywiad red. Jana Zabieglika z Maciejem Kacprzykiem – trenerem koni i właścicielem stajni wyścigowej na Służewcu, będącym jednocześnie członkiem Rady PKWK. Pozwalam sobie odnieść się szerzej do tego wywiadu (ujawnionych w nim tez, sądów, ocen i opinii na temat koni arabskich), gdyż zawarte w nim kwestie są mi bliskie od lat, a trener Kacprzyk pełni dziś rolę “wyroczni” w Radzie PKWK, stąd nie można przejść nad jego słowami  do porządku dziennego...

Photo © Dava Palej Timeless Photography Photo © Dava Palej Timeless Photography Maciej Kacprzyk (trzeci od prawej) – trener i członek Rady Polskiego Klubu Wyścigów Konnych

Nowożytni polscy hodowcy byli jednymi z prekursorów wyścigów dla koni arabskich. Pierwsze takie próby odbyły się w Polsce już w 1927 roku, a rok później przebiegały już wedle oficjalnego planu, opracowanego przez wybitnego fachowca (wizjonera), Bogdana Ziętarskiego. Polski program selekcji tych koni pod kątem wyścigowym („próby dzielności”) od zawsze różnił się francuskiego, dla którego owe były celem samym w sobie, gdy u nas tylko jednym z elementów szeroko pojętej selekcji hodowlanej. To jednak Polacy, jako jedyni w świecie, utrzymali stosowny balans pomiędzy przymiotami eksterierowymi, a zaletami użytkowo-wyczynowymi, czyniąc z naszego araba konia wybitnie plastycznego, gdyż równie dobrze (doskonale) sprawdzającego się na wielu polach i płaszczyznach jego użytkowania. Jako jedynym w świecie, udało się nam połączyć w jednym organizmie dwa – zdawać by się mogło, absolutnie wykluczające się – „żywioły”, tj. urodę z dzielnością. W efekcie przez dekady szczyciliśmy się pozycją światowego lidera najbardziej pożądanego, gdyż wybitnie uniwersalnego typu (modelu) konia arabskiego, a nadbużańska stadnina w Janowie Podlaskim została uznana jego „Mekką” (tyleż piękna, co chlubna historia).

     Od tych chwil naszej potęgi i chwały czasy jednak zmieniły się bardzo. Dziś polskie araby czystej krwi stoją przed prawdopodobną (tyleż rychłą) perspektywą anihilacji na rodzimych torach wyścigów konnych. Przez ostatnią dekadę udało im się tam przetrwać tylko dlatego, iż startowały w specjalnie im dedykowanych „gonitwach eksterierowych”. Ta, pewnie nie doskonała formuła, była jednak ongiś jedyną sensowną opcją, stawiającą tamę zalewowi  „francuskiego araba”. Nasze araby nie musiałaby biegać w takim trybie, gdyby ktoś kiedyś, intencjonalnie (tyleż nielegalnie), nie sięgnął po geny folblutów w celu „podrasowania” koni arabskich w kierunku stricte wyścigowym. Nie musiałoby się to tak odbywać, tzn. w trybie wydzielonych (ostatnio stale marginalizowanych) gonitw, gdyby w naszym kraju nie pojawił się znów ów osobnik – nie tylko podejrzanie bliski typem i ustrojem folblutowi, ale też biegający na jego poziomie (nieosiągalnym dla arabów zachowujących  standardy rasy).

     By była jasność… Nie mam żalu o to, iż taki „twór” (z „turbodoładowaniem”) w ogóle pojawił się w świecie materialnym i żyje własnym życiem (mocno intensywnym, a do tego coraz bardziej ekspansywnym). Mam żal o to, iż rywalizuje on na torze wyścigowym z klasycznymi (czystymi) arabami, które następnie (mocą nie tyle nawet obłędu, co perfidii) są do niego porównywane! To absolutny nonsens, bo to tak, jakby fabryczny model auta mierzyć na torze z jego wersją WRC, a potem utyskiwać, iż to pierwsze ma gorsze osiągi, a tym samym jest mniej widowiskowe wyścigowo (kompletna aberracja)!

     Ja wiem/rozumiem, że żyjemy dziś w świecie, w którym coraz bardziej popularne są mity i populistyczne hasła, a coraz mniej liczą się fakty i prawda obiektywna. Dzieje się tak, gdyż te ostatnie są dla wielu tyleż niewygodne, co mało opłacalne. Coraz więc powszechniej różne grupy, organy i podmioty kontestują daną rzeczywistość – wmawiając nam, że białe nie jest białe, a czarne – czarne. W światku końskim polega to na tym, że wielu woli nie dostrzegać zasadniczych różnic w typie, gatunku i ustroju pomiędzy czystej krwi arabem, a „arabem wyścigowym”, gdyż jest to dla nich wygodniejsze (bardziej opłacalne). Takim nie przeszkadza fakt, iż forowany przez nich „arab” nie tylko nie posiada bukietu arabskiego, to jeszcze coraz trudniej odróżnić go od konia pełnej krwi angielskiej (vide uwaga eksperta itv Służewiec na temat Al Ghaabry, iż nikt by nawet nie zareagował gdyby wystartowała z folblutami). Potwierdzonych już – przez międzynarodowy zespół genetyków – związków krwi (wspólnych genów) „araba wyścigowego” z folblutami nie porusza się w przekazach medialnych jako prawd niewygodnych. Co więcej, właśnie ruszyła szeroko zakrojona akcja propagandowa (studio itv Służewiec, polskiearaby.com) mająca na celu uczynić z nich nie tyle nawet zalecany, co obowiązujący typ „araba” na polskich wyścigach konnych. W jej ramach cytowany już ekspert itv Służewiec bez ogródek (wprost) zwrócił się do rodzimych hodowców, słowy, że: „jeśli chcecie nawiązać równorzędną rywalizację z alkhalediahami, to sięgajcie po ich ogiery”! Prawda jakie to proste?! Wprost genialne w swej prostocie…

     Cała ta akcja (ofensywa medialna); wszystkie te „spontaniczne” wypowiedzi i aranżowane wywiady pod określoną tezę, tworzą, według mnie, ledwie pierwszy poziom „ogarniania rzeczywistości hodowlano-wyścigowej” przez AKF w kraju nad Wisłą. Ów ma wyrobić (podprogowo) w świadomości naszych hodowców przekonanie (wrażenie), iż współpraca z nimi jest najlepszą możliwą opcją w ambitnym dążeniu do sukcesu wyścigowego, którym będzie już samo podjęcie rywalizacji z ich końmi. Co więcej, hodowcy ci nie powinni zbyt zwlekać z takim właśnie wyborem, gdyż inaczej – w razie spełnienia się snów Kacprzyka o „Arabskiej Mekkce na Służewcu” – mogą nawet stracić szanse na zaistnienie w oficjalnym planie wyścigowym i przypisanej mu puli nagród (na zasadzie, iż albo wchodzisz cały w te tryby, albo „fora ze dwora”). Sądzę że na tym właśnie będzie się opierał ów drugi poziom nowych „porządków”, tj. na wprowadzeniu preselekcji (z poziomu AKF). Obranym będzie kierunek „profesjonalizacji wyścigów dla arabów”; w myśl reguły, iż w oficjalnym trybie będą się mogły ścigać wyłącznie osobniki od danego poziomu zaawansowania – a nie wszystkie, jak leci. W efekcie gwarantowane prawo startu w nowej formule wyścigów dla koni arabskich – siłą rzeczy – będą mieć głównie konie „wsadem alkhalediahów” (z racji na ich dostępność). Z nastaniem drugiego poziomu skończą się więc czasy amatorszczyzny i bezhołowia (tak to będzie ujęte narracyjnie) – gdy to każdy mógł oddać na tor dowolnego konia i kiedy biegały na nim nie godne tego (śmieszne) „eksteriery”. Z chwilą wejścia na „level Mekki”, na Służewcu i Partynicach będą królowały już tylko „ustroje profesjonalne” (taka „liga mistrzów na torze”). W odniesieniu do rangi i spektakularności tego formatu już tylko drugorzędną kwestią będzie fakt, iż obsadzać go będą z reguły same alkhalediahy i okazy blisko z nimi spokrewnione. Czego się nie robi dla idei (uatrakcyjnienia widowiska)?! 

     W tym zachłyśnięciu się „nowym rozdaniem” (współczesną wersją „Arabskiej Mekki”), nikt zapewne nie pochyli się nad tym, iż dojdzie w ten sposób do absolutnie niepożądanej rewolucji na krajowej scenie hodowlanej. Iż większość stada arabskiego i  hodowców koni tej rasy – tych wiernych tradycji i tożsamości (nie mogącą czy też nie chcąca podążać drogą Górskiego czy Gromalów) – zostanie pozbawiona tak swych praw nabytych, tj. możliwości odbycia tradycyjnej (oficjalnej) próby dzielności na torze. Iż nierzadko będzie się to wiązało z dramatycznymi wyborami; ze zwijaniem stad włącznie. Iż te nowe porządki na torze wpłyną mocno destrukcyjnie na całą polską rzeczywistość hodowlaną, a przede wszystkim na to, iż stracimy tak swój główny walor (uniwersalności). Iż nieustająco piękne polskie araby będą wyzbyte potwierdzenia swej (równoległej) dzielności na torze – co jest sprzeczne nie tylko z naszą filozofią i tradycją hodowlaną, ale też z polską racją stanu. Oczywiście rysowany tu (taki a nie inny) obraz, to tylko moja interpretacja wizji (intencji) M. Kacprzyka ujawnionych w rzeczonym wywiadzie. Czas pokaże czy i na ile jest ona trafna. Moim zdaniem wszystko do tego zmierza, no ale zobaczymy (obym nie okazał się złym prorokiem)…