Czy VA BANK (IRE) będzie jeszcze wygrywać? Polecany

Patrząc obiektywnie na to co się dzieje z Va Bankiem, niestety, ten koń miał pecha, że trafił do Polski. Bo nie pozwolono mu pokazać pełni możliwości, zrobić międzynarodowej kariery, nie zapewniono odpowiednich warunków treningowych i żywieniowych. Tak można było menażować polskiego derbistę sprzed 15-20 lat, np. Mustafę czy Dżesmina, a nie Va Banka, być może najlepszego konia jaki biegał kiedykolwiek na Służewcu.

Photo: © Zuzanna Zajbt/Zuzanna Zajbt Fotografia Photo: © Zuzanna Zajbt/Zuzanna Zajbt Fotografia VA BANK (IRE) - Archipenko - Vinales/Dilshaan

Z Va Bankiem popełniono kilka kardynalnych błędów:

Optimum dystansowe

Zupełnie zlekceważono fakt, że każdy koń ma swoje optimum dystansowe i powinien biegać na dystansach, które są najbardziej adekwatne do jego predyspozycji, bo inaczej można konia zniszczyć. Nie ma obecnie koni na świecie, które są równie dobre na 1600, 2000, 2400 i 2800 m i dobrym koniom na świecie nie każe się biegać na wszystkich dystansach. A tak potraktowano Va Banka. Od początku mówiłem, że ten koń powinien biegać na dystansach około 2000 metrów i kilku fachowców było podobnego zdania. Co z tego, że wygrał on St. Leger na 2800 metrów. Na 7900 metrów też by wygrał z tymi końmi o kawał, bo był o kilka klas lepszy, ale to nie znaczy, że Va Bank jest koniem na 7900 metrów. Wyścig w St. Leger, rozegrany w bardzo mocnym tempie, na niewłaściwym dla niego dystansie, mimo wygranej o kilka długości, mógł sporo kosztować Va Banka (zarzucił się wtedy na prostej, nie mógł się już bronić), czego uboczne efekty możemy obserwować od Wielkiej Warszawskiej do dziś. Po co komu była potrzebna ta polska potrójna korona, nic nie znacząca w Europie? To prowincjonalne podwórkowe chciejstwo, które mogło wykończyć konia i zablokować mu wspaniałą karierę w prestiżowych i naprawdę cennych sportowo i finansowo gonitwach na zachodzie.

Pierwszy start za granicą

To, że koń o tak ogromnych możliwościach wyjechał na pierwszy zagraniczny wyścig dopiero w sierpniu jako czterolatek to jest kuriozum, które trudno nawet komentować. Va Bank powinien najpóźniej w pierwszej połowie sezonu jako trzylatek wystartować za granicą, a najlepiej jesienią jako dwulatek, minimum G2-G3 miał wtedy wygrane w ręku. Trzylatkiem bez problemu wygrałby niemieckie Derby w Hamburgu (niemiecki wicederbista z tamtego roku stracił do Va Banka z 10 długości w wygranym przez syna Archipienki G3 w Baden Baden rok później). Ten wyścig ustawiłby jego karierę w wieku trzech lat na zupełnie inne tory, postawił wysoko w międzynarodowej hierarchii i pozwolił sprawdzić się w największych wyścigach w Europie i na świecie (mógł też zostać sprzedany za 3-4 miliony euro). Zabrano mu dwa najlepsze lata kariery, gdy był w życiowej formie i tych dwóch lat nikt mu już nie zwróci. Zabrano Va Bankowi najlepszy okres w karierze, w którym mógł osiągnąć wspaniałe sukcesy, bo najlepszy był chyba właśnie jako trzylatek i w połowie roku jako czterolatek.

Transport

W ubiegłym roku wybrano dziwaczny sposób transportowania konia na wyścig w Baden-Baden bez kentrowania go przez kilka dni. Który koń wyścigowy, sportowiec, nagle na kilka dni przed startem zostaje wyłączony celowo z treningu? To absurd. To samo powtórzono przed ostatnim startem w tym roku. Już po pierwszym wygranym wyścigu Va Banka w Baden-Baden jeden z uznanych francuskich trenerów, gdy dowiedział się, że ten koń kilka dni z rzędu przed wyścigiem nie kentrował, nie mógł w to uwierzyć. Tak nie można robić i nikt w profesjonalnym świecie wyścigowym tak nie robi. To musiało Va Banka sporo kosztować zdrowia fizycznego i psychicznego i wtedy i w tym roku przy powtórce z rozrywki. To wpłynęło na jego wyniki, formę, zdrowie psychiczne, choć nie jest to na pewno jedyny powód z powodu którego biegał trzy ostatnie razy poniżej swoich możliwości, a być może nawet nie główny, choć to poważny błąd.

Wielka Warszawska 2016

Bezsensowna decyzja, po wygranej w Baden-Baden w G3, o starcie w Wielkiej Warszawskiej - wyścigu nie zaliczanego w Europie do żadnej kategorii, bez żadnego znaczenia selekcyjnego, nie przypisanego nawet do gonitw rangi Listed Race. Po co był ten drugi start w Wielkiej Warszawskiej? Zamiast iść za ciosem i wybrać mu jesienią 1-2 wyścigi w Europie, podłożono głowę pod topór i ściganie się z Caccinim. Skończyło się beznadziejną jazdą dżokeja w WW, dziwnym zachowaniem konia przed gonitwą i zastanawiającą niedyspozycją w wyścigu, w którym ledwo minął Heigh of Beauty, biegnąc na 50-60 procent swojego potencjału, co niekoniecznie można tłumaczyć tylko podróżą i startem w Baden-Baden.

Trzeba było iść ścieżką Potemkina, którego Va Bank dość łatwo ograł w Niemczech, a który w następnym starcie wygrał podczas mityngu Łuku Triumfalnego Prix Dollar G2 we Francji, bijąc Zaraka, a następnie G1 we Włoszech. Obie te gonitwy mógł wygrać Va Bank. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że podczas przegranej z Va Bankiem Potemkin nie był w najwyższej formie, bo był po przerwie. A Va Bank mógł być wtedy w najwyższej dyspozycji ogrywając Potemkina? W życiu. Pierwszy raz był transportowany na wyścig, nie kentrował przez kilka dni, był trenowany w znacznie gorszych warunkach (jeden płaski tor treningowy z dziurami i kamieniami, często zalewany wodą i błotem) niż Potemkin. Mimo tych minusów Va Bank ograł Potemkina, bo jest koniem dużo lepszym i każdy wyścig G1 na świecie jest w jego zasięgu, gdyby był w optymalnej dyspozycji, przygotowywany w profesjonalnie warunkach. Jednak ten start po kilku dniach bez kentrów, irracjonalna przygoda z drugą Wielką Warszawską, dalszy trening w warunkach służewieckich, kosztowały konia zbyt dużo i jest niestety obawa, że może on nigdy do pełnej dyspozycji nie wrócić. Od WW Va Bank poci się przed gonitwą, jest nerwowy, nie chce wchodzić do maszyny, próbuje wyłamywać, krzywi ciągle szyję, nie galopuje i nie przyspiesza w wyścigu tak jak dawniej.

Stracone zimowe miesiące

Jeśli już nawet koń stracił dwa lata w Polsce i pobiegł tylko raz za granicą, bez sensu ścigał się z Caccinim w Wielkiej Warszawskiej, to była jeszcze szansa postawienia go na nogi i przywrócenia świetności. Podpowiadałem wspólnie z trenerem Walickim (już nawet po karierze trzyletniej), że koń powinien pójść od listopada na całą zimę trenować do Francji, gdzie są dużo lepsze warunki klimatyczne niż w mroźnej i śnieżnej Polsce, gdzie tor treningowy na Służewcu od listopada do marca w zasadzie nie nadaje się do profesjonalnego treningu. Koń dwie zimy z rzędu stracił bez sensu kilka zimowych miesięcy na Służewcu, a mógł trenować w super warunkach i dojść do ekstra formy fizycznej (wyraźnie brakuje mu muskulatury w porównaniu z końmi z zachodu, które są lepiej trenowane i żywione) i psychicznej. 

Raz, że zimą mógłby trenować w lepszym klimacie, w takim wspaniałym ośrodku jak np. Chantilly, miałby do dyspozycji kilkadziesiąt torów o różnej nawierzchni (trawa, piach, syntetyk), konfiguracji, długich, krótkich, z kilkukilometrową prostą, okrągłych, pod górę, płaskich, z góry itp., itd. Do tego większość torów jest w lesie, w ciszy i spokoju. Koń byłby zrelaksowany. Mógłby mocno podnieść swój poziom. Można robić wszystko, a na Służewcu jest jedno kiepskie przygotowane kółko treningowe. A tak puszcza się nieprzygotowanego przez polską zimę konia już na początku kwietnia do wyścigu w Berlinie. Po co, dlaczego? Strzały w stopę.

Dwa, gdyby Va Bank trenował w zimie w Chantilly i pozostał tam na cały sezon, miałby nie tylko lepsze warunki klimatyczne i treningowe, ale też w dużej mierze odpadłyby kłopoty, stresy i zmęczenie związane z transportem. Z Polski jest daleko do Niemiec, a szczególnie do Francji, Anglii i Irlandii i ewentualne podróże dużo konia kosztują. Trenując we Francji Va Bank miałby wokół Paryża kilka słynnych torów z wielkimi gonitwami i nie musiałby znosić długich męczących podróży. Kilka gonitw od G3 do G1 w roku miałby na miejscu w Chantilly. Ewentualny pojedynczy wypad do Anglii czy Niemiec też nie byłby taki męczący. Efekty byłyby nieporównanie lepsze niż teraz.

I to wszystko można było zrobić nie oddając konia do treningu zagranicznemu trenerowi. Koń mógł pozostać w treningu Macieja Janikowskiego (i wygrać dla niego G1), który mógłby dzielić czas między Służewiec a Chantilly, a mając dwóch doświadczonych dżokejów w stajni - Brezinę i Szymczuka - mógł ich na zmianę wysyłać do Francji do pracy treningowej z Va Bankiem.

Dziwaczny układ właścicielski

Wydawało się, że pojawienie się Teamu Valor może wznieść Va Banka na wyższy poziom, zapewnić mu lepsze warunki treningowe i lepsze menażowanie. Okazało się, że Valor może kupić tylko 50 procent udziałów w Va Banku, drugich 50 procent nie chciano mu sprzedać (w poprzednim roku jako współwłaściciel pojawił się też trener Janikowski, wcześniej nie było go w gronie właścicieli Va Banka). Powoduje to niewygodny układ, w którym dwie strony są z dwóch zupełnie różnych światów, z różnym spojrzeniem na wyścigi, podejściem do konia i jego kariery, w którym trudno się dogadać. Przed zimą 2016/17 była propozycja, by Va Bank wyjechał trenować na zachód, ale została storpedowana. Koń stracił kolejne miesiące. Teraz po porażkach pewnie jeszcze trudniej będzie się dogadać i współpracować.  

Dla Va Banka chyba najlepiej byłoby, aby został w całości wykupiony i zaczął trenować i startować w innych warunkach. Jeśli jeszcze jest szansa na renesans.