Kręte drogi do UET Polecany

Kiedy w styczniu br. prezes SHiUK - Andrzej Rakowiecki poinformował, że w tym roku nie zostaniemy przyjęci w poczet członków UET, zdziwiłam się, że w ogóle kandydowaliśmy. Proszę nie zrozumieć mnie źle – jeśli chodzi o wyścigi kłusaków w Polsce, to stopień mojej fiksacji można określić jako bliski stanu przedzawałowego, ale całkiem obiektywnie oceniając, to kłus polski i ten, do którego aspirujemy, znajdują się na dwóch końcach Drogi Mlecznej.

Photo: Internet Photo: Internet Kręte drogi do Europejskiej Unii Kłusa

Postanowiłam nakarmić swoją ciekawość i zwróciłam się do trzech uczestników tej sprawy: UET, SHiUK oraz PKWK, licząc na to, że dostanę wszystkie puzzle. I, owszem, dostałam. Problem w tym, że kiedy zaczęłam je składać, okazało się, że dotyczą dwóch różnych obrazków, co jest o tyle ciekawe, że wszystkim stronom zadałam te same pytania.

Najszybciej dotarła odpowiedź od Sekretarza Generalnego UET - Jacques'a Chartier'a, który obszernie i rzeczowo wypowiedział się w kwestii polskiej kandydatury. Co ciekawe, na pytanie, czego Polsce brakuje, by stać się pełnoprawnym członkiem UET, sekretarz odpowiedział: „wszystkiego”. Tak, w ocenie UET Polska nie spełnia ani jednego warunku.

Absolutnie podstawową kwestią, na którą zwrócił uwagę Sekretarz Generalny UET, jest rozwiązanie problemu dwuwładzy. Dzisiaj UET musiałaby podjąć decyzję, czy przyjąć PKWK czy SHiUK. Tak długo jak na polskiej arenie nie zostanie tylko jeden kandydat (albo związek dwóch kandydatów), który obejmie pełnię władzy, o UET możemy tylko pomarzyć. A kiedy już znajdzie się salomonowe rozwiązanie tego problemu, Polska musi popracować nad rozwojem polskiego kłusa, bo ten w ocenie UET jest nadal na bardzo niskim poziomie.

Chwilę po UET odpowiedź nadesłało SHiUK. Była zwięzła, więc przytoczę ją w całości: „Teoretycznie spełniamy warunki, ale praktycznie dla Komisji UET istotna jest kwestia toru, gdyby chociaż powiodły się próby homologacji jednego z istniejących torów, o co od lat zabiegamy, to sytuacja wyglądałaby lepiej. Są samorządy, które zostały zainteresowane pomysłem budowy toru na ich terenie, jednak jest za szybko, aby mówić o szczegółach”. SHiUK już dawno zdobyło czarny pas w zadziwianiu mnie, ale tym razem fantazja poniosła jego Sekretarza. Sekretarz UET, dopytany o kwestię toru, wyraził zupełnie odmienne stanowisko – podkreślił, że UET nie wymaga od kandydatów posiadania osobnego toru dla kłusaków. Jego brak nie jest wcale przeszkodą w ubieganiu się o członkostwo. Wierzę, że ten dualizm wynika z barier językowych, a nie ze złej woli polskiej strony w informowaniu opinii publicznej.

Co do pozostałych kryteriów stawianych przed kandydatami na członków UET, przytaczam je pod tekstem – niech każdy oceni, w którym miejscu jesteśmy.

Z kolei PKWK do tej pory, mimo monitów, odpowiedzi nie nadesłał. Zapewne utknął na pytaniu o powody udzielenia poręczenia dla wniosku z góry skazanego na porażkę…

To, co nurtuje mnie w tej układance, to poznanie odpowiedzi na pytanie, po co aplikujemy, skoro nie mamy szans, i czemu jednocześnie nie robimy nic, by je zwiększyć. Staramy się o budowę toru? Gdzie, za co i dla kogo? To tak, jakby zaczynać budowę domu od dymu z komina. Dla kogo ma powstać tor? Dla 20 właścicieli 60 kłusaków?

Zanim, panowie, wmurujecie kamień węgielny pod przyszły tor, odpowiedzcie sobie na pytania:

– Za co go zbudujecie, skoro nerwowo pod koniec roku usiłowaliście wysupłać z kieszeni członków szokujące 2500 euro na opłatę członkowską w UET?

– Jak ściągniecie publiczność, żeby rosła wartość gry w totalizatorze?

– Jak pozyskacie nowych właścicieli, skoro jeszcze bardziej ograniczymy do siebie dostęp, znikając z torów, na których pojawia się publiczność wyścigowa?

Moim skromnym zdaniem zbudowanie toru poza istniejącymi obiektami będzie aktem samobójstwa. Wyniesienie się poza orbitę środowiska wyścigowego sprawi, że bardzo szybko wrócimy do punktu wyjścia, tyle że drzwi na tory wyścigowe mogą zatrzasnąć się na dobre. W Polsce nie da się zawierać zakładów online, a popularność tej dyscypliny nadal jest marginalna, co można sprawdzić po wynikach gry w totalizatorze.

Przestańcie myśleć o budowie pomników, a skupcie się na pracy u podstaw. Stwórzcie plan i go rozwijajcie. Ale plan zbudowany w oparciu o obiektywne i długofalowe kryteria, a nie widzimisię zarządu.

Jesteśmy prawdopodobnie jedynym stowarzyszeniem właścicieli kłusaków na świecie, do którego można przystąpić i mieć czynny głos, nie posiadając kłusaka, a nawet nie będąc czynnie z kłusem związanym, jednocześnie zaś nie zawsze można być członkiem, mając kłusaka. To chora sytuacja, wykorzystywana przez poszczególne frakcje do forsowania swoich pomysłów. Zamiast próbować budować kłus z tymi, którzy naprawdę są w niego zaangażowani, którzy kupują i hodują kłusaki, kolejne zarządy podpierają się głosami młodych miłośniczek, traktujących kłusaka jak kolejnego kochanego konika, którego można pomiziać.

Kupując w Polsce wyścigowego kłusaka, wybierasz niepewność. Nie wiesz, co przyniesie kolejny sezon. Jeśli z podstawowego planu wypadają takie gonitwy jak Derby czy Cheval Francaise i co najwyżej mogą wejść na listę gonitw dodatkowych, to tak, jakby dla koni pełnej krwi nie przewidziano w podstawowym planie Wielkiej Warszawskiej, tylko rozpisano ją jako gonitwę dodatkową. Znajdziesz za to gonitwę o wdzięcznej nazwie Gonitwa Pocieszenia – faktycznie bardzo rozwojowy i selekcyjny plan zaserwował nam zarząd stowarzyszenia.

A jeśli chcesz się wziąć za hodowlę kłusaków, to dowód na to, że musiałeś wcześniej wygrać w totka i zapomniałeś powiedzieć o tym znajomym. Twój kusy, którego wychowanie do trzeciego roku będzie kosztowało, lekko licząc, 15 tysięcy złotych, a trening – przynajmniej połowę tej kwoty, zaprezentuje się na torze jako trzylatek. Ale nie łudź się, że pobiegnie z rówieśnikami. Od razu skaczemy na głęboką wodę – debiutant powalczy z najlepszym koniem sezonu.
Dlaczego wzorem innych krajów nie wypłacimy premii hodowcom koni, które zrobią kwalifikację? Dlaczego nie ma gonitw wyłącznie dla młodych koni? Dlaczego na dwa tygodnie przed rozpoczęciem sezonu nadal nie wiadomo, jak będzie wyglądał ostateczny plan gonitw?

To w końcu chcemy być członkiem UET czy nie?

Warunki dla członków UET:

  1. Istnienie wyłącznie jednego organu nadzorującego wyścigi w kraju kandydata.
  2. Złożenie pisemnej deklaracji członkowskiej na formularzu UET.
  3. Brak sprzeciwu dotyczącego przyjęcia przez innych członków UET.
  4. Składający wniosek posiada statut.
  5. Składający posiada ważną osobowość prawną.
  6. Minimalne warunki ekonomiczne:
    a. minimum 200 kłusaków (inwentarz żywy),
    b. licencjonowana działalność,
    c. minimum 50 wyścigów rocznie.
  7. Osobna księga stadna dla kłusaków.
  8. Wiarygodne próby identyfikacji koni.
  9. Posiadanie regulaminu wyścigów konnych.
  10. Akceptacja bez zastrzeżeń statutu UET, umowy o rozgrywaniu wyścigów i regulacji w zakresie dopingu.