Brametot wziął drugi klasyk Polecany

Znowu horror! Tak najkrócej można skomentować zwycięstwo ogiera Brametot (IRE) w Prix du Jockey Club. Po sukcesie w milerskim Poulains o krótki łeb, podopieczny Jean’a-Claude’a Rouget znowu minimalnie triumfował, tym razem w biegu o francuską „błękitną wstęgę”. Taki minimalizm może być jednak podwójnie kosztowny: któregoś razu finiszujący z końca stawki Brametot nie zdąży, a jego trener przypłaci to zawałem.

Photo: © Zuzanna Lupa Photo: © Zuzanna Lupa Brametot (IRE) & Cristian Demuro

Uczciwie trzeba przyznać, że zwycięstwo potomka dość przeciętnego Rajsamana na milę w Deauville wywarło mocne wrażenie na rywalach. Ostatecznie, lista chętnych do wzięcia udziału w drugim klasyku sezonu skróciła się do zaledwie 12 uczestników, z czego połowa z nich reprezentowała stajnie Aidan’a O’Brien’a i Andre Fabre’a.

Mimo tak skromnej obsady, wyścig miał bardzo ciekawy przebieg. Faworyt, przy mocnym tempie otwarcia, usadowił się na ostatnim miejscu. Partnerujący po raz kolejny Brametot Cristian Demuro postanowił znowu zaufać kapitalnemu finiszowi swojego podopiecznego. Dopiero w połowie dystansu Włoch zaczął minimalnie poprawiać swoją pozycję. Kiedy na początku prostej finiszowej (na torze Chantilly to jakieś 600 metrów przed celownikiem) Brametot wciąż był daleko za prowadzącym wyścig Be My Sheriff, emocje wśród publiczności sięgnęły zenitu. W pewnym momencie nawet trener zwątpił w sukces swojej gwiazdy. – Sądziłem, że już po nim, że zabrakło mu świeżości i będzie ostatni. Nigdy nie był przed finiszem tak daleko. Ale właśnie wtedy on pokazał, że jest prawdziwym wojownikiem – przyznał z wyraźną ulgą w głosie Rouget.

Rzeczywiście, ostatnie 400 metrów w wykonaniu Brametota było niewiarygodne! Praktycznie nie ruszony batem ogier (Demuro lekko uderzył go na samym początku prostej, głównie jednak po to, by odciągnąć go od rywali, bowiem koń ujawnił manierę do wyłamywania w prawo) kapitalnie przyśpieszył i tuż przed celownikiem został mu do pokonania tylko niemiecki Waldgeist, mocno obity batem przez Pierre’a-Charles’a Boudot (ja doliczyłem się pięciu uderzeń, w tym trzech na ostatnich stu metrach). Demuro nie bez pewnego wysiłku ograł w końcówce aktualnego championa Francji (w Poulains Boudot też przegrał o krótki łeb, dosiadając Le Brivido przeciwko Brametot, oby nie nabawił się kompleksu Włocha). Warto jednak zwrócić uwagę, że Cristian zdążył jeszcze na finiszu przełożyć sobie (na wszelki wypadek) bat do lewej ręki. Żadnych oznak paniki u niego nie dostrzegłem…

Nie ma co ukrywać, że drugie z rzędu zwycięstwo Rouget w Prix du Jockey Club (rok temu wygrał jego Almanzor) wzbudziło zachwyt miejscowych. Tuż po wygraniu klasyka Brametot stał się jednym z faworytów na jesienny Prix de l’Arc de Triomphe. Sam trener zdobył się jednak na rzadko spotykaną w wyścigowym światku szczerość, przyznając się do zmiany planu startów, które nie przewidywały występu w Chantilly. – Chciałem dać mu dwa tygodnie dodatkowego wypoczynku przed wyjazdem do Anglii na St. James’s Palace, ale obawiałem się Churchilla. Postanowiłem zaryzykować i zostawiłem go w domu – wyjaśnił trener.

Swoją opinią na temat Brametot podzielił się także zwycięski dżokej. – Biegł dziś dużo szybciej niż La Cressonniere w zeszłorocznej Prix de Diane. Nie sądzę, żeby dystans 2400 metrów stanowił dla niego problem – wyjaśnił szczęśliwy Włoch, dla którego był to już czwarty triumf we francuskich klasykach w ostatnich dwóch sezonach.

Właścicielami tego fantastycznego konia zakupionego na aukcji Arqana za 26 tys. euro są Gerard Augustin-Normand, potentat w branży stoczniowej oraz firma Al. Shaqab Racing, należąca do niezwykle bogatych i bardzo ambitnych szejków Al-Thani z Kataru, którzy podążają ścieżką chwały wytyczoną niegdyś przez dubajskich krezusów z Godolphin.

Powtórka Prix du Jockey Club 2017