Wald­ge­ist nie pozwolił Enable wygrać historycznego, trzeciego Łuku Polecany

Klą­twa wciąż trwa! W pra­wie stu­let­niej histo­rii Prix de l’Arc de Triom­phe żaden koń nie wygrał tego biegu trzy razy. Kiedy wyda­wało się, że cudowna Ena­ble prze­ła­mie fatum, w ostat­niej chwili triumfu pozba­wił ją świet­nie fini­szu­jący Wald­ge­ist! Podo­piecz­nego Andre’a Fabre’a do zwy­cię­stwa popro­wa­dził Pierre-Char­les Boudot.

Photo: © Getty Images Photo: © Getty Images Waldgeist (GB) & Pierre-Charles Boudot

Zale­d­wie cztery lata temu wielką szansę na histo­ryczny suk­ces miała fan­ta­styczna Trêve, jed­nak pre­sji nie wytrzy­mał jej dżo­kej Thierry Jar­net. Po jego fatal­nej tak­tycz­nie jeździe ograł go jak prak­ty­kanta Fran­kie Det­tori na angiel­skim der­bi­ście Gol­den Horn. Zała­many Fran­cuz wkrótce zakoń­czył karierę, a wyda­rze­nie to prze­szło prak­tycz­nie bez więk­szego echa.

     W tym sezo­nie w jego roli wystą­pił… Det­tori! Naj­bar­dziej uty­tu­ło­wany dżo­kej w Euro­pie sam doświad­czył cię­żaru pre­sji, chyba naj­więk­szej w swo­jej karie­rze, sta­jąc przed szansą na triumf, któ­rego sam pozba­wił Thier­ry­’ego. I on także tego nie udźwi­gnął…

     Kiedy feno­me­nalna Ena­ble (Nathaniel – Concentric / Sadler’s Wells) kro­czyła w tym roku od suk­cesu do suk­cesu, zwy­cię­ża­jąc kolejno w: Eclipse, King George VI & Queen Eli­za­beth II oraz York­shire Oaks, wyda­wało się, że jej trzeci suk­ces w Łuku jest tylko for­mal­no­ścią. Entu­zjazm ekipy „pod­krę­ciło” jesz­cze sobot­nie zwy­cię­stwo Det­toriego na kla­czy Ana­purna w Prix de Roy­al­lieu, co dało mu nowy oso­bi­sty rekord: 17 wygrana goni­twa G-1 w sezo­nie!

     Sam Fran­kie także nie szczę­dził Ena­ble kom­ple­men­tów. – Emo­cjo­nal­nie zabrała mnie w miej­sca, w któ­rych ni­gdy wcze­śniej nie byłem, i nie sądzę, że pojawi się taki koń jak ona, wygry­wa­jący topowe biegi przez trzy kolejne lata. Włoch uni­kał jed­nak skła­da­nia obiet­nic przed wyści­giem. – Tylko Bóg wie, co wyda­rzy się w nie­dzielę – wyja­śnił roz­cza­ro­wa­nym angiel­skim dzien­ni­ka­rzom, któ­rzy ocze­ki­wali chyba zupeł­nie innej dekla­ra­cji. Ich nastroje naj­le­piej oddaje jeden z pra­so­wych sobot­nich tytu­łów: „The Gol­den Girl is back for more” (Złota dziew­czyna wraca po wię­cej – tłum. autora).

     Trzeba przy­znać, że obec­ność kla­czy Johna Gos­dena mocno znie­chę­ciła wła­ści­cieli słab­szych koni, dla­tego na star­cie sta­nęło tylko 12 uczest­ni­ków. Z dru­giej strony, było to jed­nak dobrze wyse­lek­cjo­no­wane stadko: tylko 2 konie nie wygrały goni­twy G-1. Teore­tycz­nie, naj­groź­niej­szymi rywa­lami Ena­ble wyda­wały się być: dosko­nała para tre­nera Aidana O’Brie­n’a – czte­ro­let­nia Magi­cal (ostat­nio: Irish Cham­pion) i ogier Japan (wziął w tym sezo­nie Grand Prix de Paris oraz Juddmonte Inter­na­tio­nal, był trzeci w Derby w Epsom). Sporo szans przy­zna­wano także Sot­t­sass, który trium­fo­wał w Prix du Joc­key Club w kapi­tal­nym stylu, poko­nu­jąc dystans 2100 metrów w cza­sie (tak, tak!) 2.02.90! W dal­szej kolej­no­ści „liczono” doświad­czo­nego Wald­ge­ist (jego tre­ner Andre Fabre wygrał ten wyścig 7 razy!) i dubaj­skiego Gha­iy­y­ath, który zde­kla­so­wał rywali w Gros­ser Preis von Baden.

     Wyścig roze­grany został na mocno ela­stycz­nej bieżni (w skali 4,1), co było nowo­ścią dla Ena­ble, jed­nak nie prze­kre­ślało jej szans na koń­cowy suk­ces. Zbu­do­wana w typie ogiera, bar­dzo silna fizycz­nie klacz, nie jest koniem posia­da­ją­cym zdol­ność do gwał­tow­nego przy­śpie­sze­nia, do tej pory jed­nak prak­tycz­nie nikt nie potra­fił wytrzy­mać jej tempa na fini­szo­wej pro­stej.

     Tra­dy­cyj­nie, Det­tori świet­nie przy­jął start, po czym dość szybko usta­wił się na czwar­tej pozy­cji, kilka dłu­go­ści za pro­wa­dzo­nym chyba zbyt entu­zja­stycz­nie Gha­iy­y­ath. Tuż za fawo­rytką w dystan­sie bie­gły Sot­t­sass, Japan oraz Wald­ge­ist. Jakieś 800 metrów przed celow­ni­kiem wyda­wało się, że Ena­ble ma ide­alną pozy­cję do ataku. Tuż przed wyj­ściem na pro­stą fini­szową oka­zało się, że dosia­da­jący Gha­iy­y­ath Wil­liam Buick mocno prze­ce­nił jego moż­li­wo­ści. Czte­ry­sta metrów przed koń­cem klacz Gos­dena objęła pro­wa­dze­nie i wyraź­nie pod­krę­ciła tempo, kolejne 200 metrów poko­nu­jąc w cza­sie 12.04. Kiedy osła­bła Magi­cal, a Sot­t­sass i Japan wyraź­nie tra­ciły do Ena­ble, wyda­wało się, że szczę­ście uśmiech­nęło się do Det­toriego i „naj­lep­szy dżo­kej naszych cza­sów” się­gnie po kolejny rekord. Nic z tego! Nie­spo­dzie­wa­nie do walki sta­nął Wald­ge­ist, który „pod­cią­gnął się” za idą­cym polem Japan i po fan­ta­stycz­nym fini­szu, 50 metrów przed celow­ni­kiem dopę­dził rywalkę, i… wziął na niej rewanż za dotych­cza­sowe porażki, wygrywając o 1¾ długości. Fachowcy od ana­liz dość szybko podali, że pupil Fabre’a na ostat­nich 600 metrach osią­gnął czas 37.80, będąc jedy­nym koniem w stawce, który każdy kolejny 200-metrowy frag­ment bieżni tym okre­sie poko­nał w cza­sie poni­żej 13 sekund (na mocno ela­stycz­nej bieżni! – przyp. autora).

     Po zakoń­cze­niu biegu naj­szczę­śliw­szym czło­wie­kiem na Long­champ był Pierre-Char­les Boudot, dla któ­rego był to naj­więk­szy suk­ces w karie­rze. – To jesz­cze do mnie nie dotarło! Wygra­li­śmy z takim koniem jak Ena­ble! Mam do niej olbrzymi sza­cu­nek, ale to my pozba­wi­li­śmy ją trze­ciej korony! – krzy­czał z sio­dła 27-letni Bur­gund­czyk. – Począt­kowo mie­li­śmy pro­blem ze zbyt moc­nym tem­pem. Potem na pro­stej musia­łem zmie­nić tor jazdy, ale wtedy wła­śnie poczu­łem, że mamy jesz­cze gaz. Wald­ge­ist na fini­szu miał dosko­nałą akcję. To był ten sza­lony moment – dodał Boudot, który jest kolej­nym wycho­wan­kiem mistrza Andre Fabre’a (to już 8 Arc dla tego wiel­kiego tre­nera!), po takich gwiaz­dach jak: Chri­sto­phe-Patrice Lema­ire, Anto­ine Hame­lin, Maxime Guyon, czy Mic­kael Barza­lona. I z tej grupki jedy­nym, który (na razie!) nie ma w cv zwy­cię­stwa w biegu o „błę­kitną wstęgę”.

     Po tej klę­sce zupeł­nie nie mógł się pozbie­rać Lan­franco Det­tori. Włoch był kom­plet­nie roz­bity i jakby nie­obecny duchem w kolej­nych bie­gach. – Szła dobrze na pro­stej. Cze­ka­łem na ostat­nie 300 metrów, ale nie ode­szła (od rywali) tyle, ile chcia­łem. Dla­tego tro­chę spa­so­wa­łem. Zwy­cięzca był dla mnie zbyt dobry – wyja­śnił szybko zała­many Fran­kie. – Po moc­nym ataku zabra­kło jej sił. Myślę, że mocno wpły­nął na to stan bieżni – dodał szybko wło­ski dżo­kej.

    W zupeł­nie innym tonie wypo­wia­dał się John Gos­den. – Pobie­gła olśnie­wa­jąco i jestem pod­eks­cy­to­wany jej wystę­pem. Stra­ci­li­śmy naszą naj­więk­szą broń, jaką jest sta­nię­cie na chód na fini­szu – wyja­śnił tre­ner. I zaraz szybko dodał. – Ale i tak jestem z niej dumny.

Powtórka Qatar Prix de l’Arc de Triomphe 2019.