Fazza ograł milionerów Polecany

Miało być o wspaniałym sukcesie wielkiej Enable, którą Frankie Dettori poprowadził do drugiego z rzędu sukcesu w Prix de l'Arc de Triomphe. Miało być o szóstym triumfie włoskiego dżokeja w tym legendarnym wyścigu. Ale nie będzie. W niedzielę na Longchamp wydarzyło się bowiem coś, co przyćmiło zwycięstwo podopiecznej Johna Gosdena. A nas, Polaków, wbiło w wielką dumę. Trenowany przez Michała Borkowskiego Fazza Al Khalediah zwyciężył w najwyżej dotowanym biegu dla koni czystej krwi - Qatar Arabian World Cup! Dodatkowo uczynił to w czasie rzucającym na kolana: 2 kilometry pokonał w 2.13.22!

Photo: © France Galop Photo: © France Galop Fazza Al Khalediah (FR) & Pierantonio Convertino

O

dnowiony i otwarty po dwóch latach przerwy paryski Longchamp może pomieścić na trybunach nieco ponad 42 tysiące widzów (bez VIP-ów i dziennikarzy), ale zdaje się, że organizatorzy chyba zbyt szybko chcieli odzyskać pieniądze wyłożone na renowację obiektu, szacowane nawet na 145 mln euro. Cena za bilet na poziomie 75 euro sprawiła, że nie było kompletu widzów. Angielscy dziennikarze przypomnieli, że "na starym Longchamp" za najgorsze miejsca nie pobierano opłat, a na Chantilly te najtańsze kosztowały 8-10 euro. Szkoda, bo przecież więcej osób mogłoby posłuchać Mazurka Dąbrowskiego...

Co zrozumiałe, przybysz z wrocławskich Partynic nie cieszył się specjalnym zainteresowaniem publiczności, utrzymując notowania na poziomie ok. 40:1. Faworytami biegu byli synowie doskonałego Amera: Gazwan i Ebraz, trenowani przez Juliana Smarta dla szejka Mohammeda al-Thani oraz piękny, siwy Yazeed, własności drugiego z katarskich krezusów Abdullaha al-Thani. Wszystkie te konie biegały z sukcesami we Francji, ten pierwszy bronił tytułu z zeszłego roku. Nikomu nie przyszło do głowy, że tajemniczy gość z Polski może ograć takie gwiazdy.

Tymczasem, po solidnym otwarciu (pierwszy kilometr w 1.07.20), Fazza, w siodle z włoskim dżokejem Pierantonio Covertino, ulokował się blisko końca stawki, mimo że w losowaniu dopisało mu szczęście i przydzielono mu drugi boks startowy. Włoch początkowo prowadził wyhodowanego w Normandii siwka blisko kanatu, co na górce nie było problemem, tam bowiem bieżnia była w miarę twarda. Mniej więcej 700 metrów przed celownikiem, na łuku toru, Covertino zaczął się nerwowo rozglądać i szukać ucieczki z "klatki", w której był zamknięty przez pierwszą część wyścigu. Niedługo potem Fazza rozpoczął, jak się potem okazało, zwycięski slalom między rywalami. Trzeba przyznać, że Covertino nie miał łatwego zadania, bo na prostej był spory tłok. Włoch jednak nie wahał się użyć łokcia (w stylu a la Soumillon), bezpardonowo traktując jednego z rywali, dzięki czemu jednak otworzył sobie drogę do zwycięstwa. Prowadzenie podopieczny Borkowskiego objął 300 metrów przed metą i mimo rozpaczliwej pogoni utytułowanych przeciwników nie oddał go już do końca! Sensacja dnia stała się faktem.

Fazza spisał się kapitalnie. Drugi kilometr był szybszy, a ostatnie 400 metrów rozegrano w czasie 26.28 na bieżni... no właśnie. Sędziowie ocenili tor na 3.2, czyli szybki. Tor jednak mierzony był przed 10 rano i mam wrażenie, że kilka godzin później był wolniejszy. Koniom wyraźnie spod kopyt sypały się kępki trawy wymieszane z ziemią. Nie pierwszy, nie ostatni raz, kiedy stewardzi źle wyliczają stan bieżni. Zresztą, trener Borkowski też po biegu przyznał, że siąpiący deszczyk wydatnie pomógł jego podopiecznemu. O stanie toru świadczą też słabe czasy biegów dla koni pełnej krwi.

Jeśli chodzi o dżokeja, Covertino pojechał dobrze taktycznie, wyczekując rywali i atakując środkiem toru. Nie jest mistrzem techniki. Irytuje zwłaszcza to jego walenie tyłkiem w siodło. Na finiszu "sprzedał" także 8 "strzałów" siwkowi, za co może być ukarany, choć uderzenia nie były raczej mocne. Jednak Fazza bardzo dobrze reagował na bat, wyraźnie poprawiając na ostatnich 100 metrach. Oglądałem Włocha w piątek na torze Saint-Cloud, kiedy dosiadał trenowanych w Polsce arabskich trzylatków. Nasze konie wyraźnie odstawały, zwłaszcza pod względem fizycznym, od koni francuskich, jednak Pierantonio próbował różnych sposobów rozgrywania gonitw. Raz prowadził konia na końcu stawki, w kolejnym biegu szybko wyszedł na prowadzenie. Efekt był identyczny, czyli ostatnie miejsca, ale trudno mieć o to pretensje do Włocha. W Qatar Arabian World Cup też na początku nieco się pogubił. Po biegu trener przyznał, że był tym zaniepokojony, co pozwala przypuszczać, że prowadzenie Fazzy na końcu stawki nie było częścią strategii ekipy. Ale ostatecznie, liczy się efekt końcowy. A ten jest porażający! Po raz pierwszy w historii polski trener wygrał wyścig G1. Doskonale wiem, że to "tylko" wyścig dla arabów, nazywanych często nieco żartobliwie "kotami". Jednak pula nagród musi robić wrażenie nawet na największych malkontentach. Łącznie z pulami właścicielską i hodowlaną Fazza "ugrał" ponad 681 tysięcy euro! Nie wiem, jak na innych, na mnie ta kwota robi olbrzymie wrażenie.

Wielkie gratulacje dla całej ekipy, a do trenera Borkowskiego mam jeszcze osobisty apel. Panie Michale! Dokonał pan rzeczy niebywałej. Kiedy pański koń finiszował, na moment zamilkłem, bo nie wierzyłem, że jego zwycięstwo jest możliwe. Szczerze przyznaję, iż myślałem, że pomyliłem konie. Na szczęście tak się nie stało. Mam jednak jedno marzenie, którym się z panem podzielę: chciałbym zobaczyć triumf konia w polskim treningu w gonitwie G-1 dla koni pełnej krwi. Niech się więc pan nie napawa zbyt długo tym sukcesem. Czas do roboty! Arc czeka...

   

Powtórka Qatar Arabian World Cup 2018