Prix de Diane 2015 - Dettori ograbił Francuzów Polecany

Frankie Dettori po raz kolejny wprawił w zdumienie wyścigowy światek. Włoski dżokej w swoim stylu zakpił z rywali i sposobem zwyciężył w Prix de Diane na klaczy Star of Seville, trenowanej przez Johna Gosdena. Najbardziej utytułowany jeździec w Europie nie miał ostatnio najlepszej prasy. Teraz przynajmniej na jakiś czas uciszył swoich krytyków.

Zdjęcie: Benoit Tessier/Reuters Zdjęcie: Benoit Tessier/Reuters Lanfranco Dettori i Star Of Seville

Ani francuscy dziennikarze, ani licznie zgromadzona w Chantilly publiczność nie raczyli dostrzec, że w wyścigu oprócz miejscowych faworytek: Queen’s Jewel (iście piorunujący finisz w trialowym Prix Saint-Alary!), Little Nightingale oraz Mojo Risin, udział biorą także inne klacze: triumfatorka klasycznego Premio Regina Ellena oraz druga w Derby Italiano Sound of Freedom; pierwsza w Musidora Stakes, choć potem bez miejsca w Oaks w Epsom Star of Seville; czy podopieczna trenera Petera Schiergena Nightflower, która błysnęła klasą w Diana-Trial na berlińskim torze Hoppegarten.

Zapobiegliwi właściciele mocno faworyzowanej Queen’s Jewel (w siodle Maxime Guyon), by uniknąć zbyt wolnego tempa, zapisali swojej pupilce liderkę w postaci szybkiej Clarminy. Dosiadający tej ostatniej Aurelien Lemaitre starał się jak mógł, aby dobrze wywiązać się z powierzonego mu zadania, lecz sytuacja wyraźnie go przerosła.

Wprawdzie poprawnie przyjął start i dzięki mocnej jeździe dość szybko zajął miejsce na froncie wyścigu, ale potem zgubił go brak doświadczenia, a chyba także i pomyślunku. Kiedy kilkaset metrów po wyjściu klaczy z maszyny Lemaitre obejrzał się po raz pierwszy, z niemałym zdumieniem odkrył, że zamiast Queen’s Jewel… ma za plecami Star of Seville!

Spryciarz Dettori wykorzystał spóźnienie Maxime’a Guyon i bezczelnie zajął jego miejsce w wyścigu! Kiedy po kolejnych kilkunastu sekundach sytuacja nie uległa zmianie, stało się jasne, że Lemaitre powinien zmienić sposób rozgrywania biegu, aby odejść od fatalnej dla swojej stajni taktyki. Młody Francuz jednak nie zdobył się na to dość oczywiste rozwiązanie i wciąż sztywno trzymał się przyjętych przed wyścigiem założeń, mimo że sytuacja zmieniła się diametralnie. Dzięki zaś kapitalnej i zaskakującej dla rywali zagrywce taktycznej Dettoriego, cały misterny plan, który bez wątpienia opracował trener Freddy Head, obrócił się przeciwko Francuzom.

Finał rozgrywki na prostej finiszowej był łatwy do przewidzenia: po planowym odpadnięciu Clarminy na froncie została Star of Seville i dzięki kapitalnemu posyłowi swojego dżokeja bez większych kłopotów obroniła się przed atakami rywalek.

To zwycięstwo z pewnością dało sporo satysfakcji Dettoriemu, który ostatnio nie cieszy się sympatią dziennikarzy znad Sekwany. Kiedy dwa lata temu we krwi Włocha francuscy laboranci znaleźli ślady kokainy, Frankie stracił wymarzoną pracę dla Godolphin, musiał odcierpieć półroczną karę zawieszenia licencji jeździeckiej oraz… przeczytać masę artykułów na temat swojego uzależnienia od narkotyków. Wiadomo, sensacyjne wieści o znanych i lubianych sprzedają się najlepiej.

Kolejny cios przyszedł z dość nieoczekiwanej strony. Zadała go dżokejowi Christiane Head-Maarek, która przyznała w wywiadzie, że to ona namówiła katarskich właścicieli firmy Al Shaqab Racing (dla niej pracuje aktualnie Dettori), by nie powierzać Włochowi dosiadów na Trêve, która szykowana jest do trzeciego zwycięstwa w Prix de l’Arc de Triomphe. Według pani trener Frankie nie będzie partnerował cudownej klaczy („póki ja żyję, Dettori jej nie dosiądzie”), bo zbyt często nadużywa bata.

Mam nadzieję, że „Criquette” uważnie oglądała finisz Star of Seville i przez swoje sowie okulary dostrzegła, że dżokej tylko dwa razy na początku prostej uderzył klacz, i to dość lekko, z lewej ręki.

W triumf podopiecznej Johna Gosdena nie wierzył prawie nikt. Klacz nie cieszyła się zaufaniem francuskiej publiczności, która słynie z tego, że nie lubi grać koni spoza swojego kraju. Niewiele osób zdecydowało się zawrzeć zakład na zwycięstwo Star of Seville, która w totalizatorze zwyczajnym notowana była aż 20:1.

Dlatego Dettori dosłownie tę publiczność ograbił, podobnie jak obdarł z nadziei na sukces miejscowych trenerów, właścicieli i jeźdźców. Frankie zresztą przyznał po biegu, że lista niedowiarków w umiejętności klaczy była dość długa.

– Po porażce w Epsom nawet moi przyjaciele unosili wysoko brwi ze zdziwienia, kiedy mówiłem, że mamy szansę – śmiał się szczęśliwy dżokej, który zaledwie osiem dni wcześniej wygrał w Epsom Derby na Golden Horn, także dla Gosdena. Ten zaś przyznał, że plan taktyczny wyścigu powstał na porannym spacerze po torze i był wspólnym dziełem jego, jeźdźca i racing managera, reprezentującego właścicielkę Star of Seville, czyli Lady Bamford.

A wymusiła to porażka klaczy w Epsom. – Ona wciąż się uczy i ma jeszcze zbyt mało doświadczenia. A poza tym szybka końcówka jej nie służy – wyjaśniał szczęśliwy szkoleniowiec, który chyba zamierzał… wziąć udział w konkursie na najładniejszy kapelusz, bowiem swojego tradycyjnego stetsona zamienił tym razem na letni model panama. Chyba trzeba powiedzieć Anglikowi, że to konkurs tylko dla pań…

Był to pierwszy od 10 lat triumf angielskiej klaczy w klasyku na Chantilly, można więc sądzić, że francuska publiczność nie liczyła podopiecznej Gosdena, bo po prostu przyzwyczaiła się do zwycięstw swoich koni. Dettori zaś jest już bardzo blisko pobicia rekordu legendarnego Lestera Piggotta. Włoch musi jeszcze tylko wygrać 5 gonitw G-1. Choć i bez tego sam stał się legendą… 

Powtórka Prix de Diane 2015